Najmocniejsze na koniec

Kasteelbier Donker Kasteelbier Donker, czyli kończymy ten wieczór. Kasteelbier naczekał się trochę na swoją kolej. Mieliśmy go już w lodówce przed spotkaniem numer osiemnaście, ale wtedy zabrakło nam już sił na kolejne piwo z Belgii i musiało ono poczekać jeszcze kilka miesięcy, żeby się w końcu załapać na degustację. Zaszkodzić mu raczej nie powinno, bo sam producent daje na to piwo przynajmniej pięć lat gwarancji – na etykiecie widnieje data 06/2019, a piwo zakupione zostało przez Pawła i przywiezione do Polski w lecie 2014. Na uwagę zasługuje na pewno moc tego piwa, mieliśmy już okazję skosztować kilku piw o zawartości piw 10-10.5% alkoholu, ale to ma aż 11% co czyni je najmocniejszym piwem jakiego próbujemy w ramach naszych spotkań. Gdybyśmy nie wiedzieli, że to mocne, belgijskie piwo, to etykieta raczej do zakupu by nas nie zachęciła. Jest wyjątkowo nudna i nie zawiera zbyt wielu informacji. Ale nie po książce ocenia się okładkę, więc przystępujemy do degustacji. Już po otwarciu butelki zaczyna do nas docierać bardzo intensywny aromat, w którym dominuje słód i owoce. W smaku mamy małe zaskoczenie, piwo jest wyjątkowo słodkie. Jakoś w ogóle się tego nie spodziewaliśmy. Przez tą słodycz przebija się nieco alkoholu, ale odczucie jest takie, jakby to było raczej nie do końca ułożone piwo o zawartości alkoholu na poziomie 6%, a nie 11%! Owocowość z aromatu przebija się także w smaku, na pierwszy plan wychodzą tutaj dojrzałe wiśnie, ale bez kwaśności. Chmielowa goryczka na bardzo niskim poziomie, nie przebija się przez słodki smak. Piwo jest klarowne, na dnie nie zauważamy żadnego osadu. Barwa ciemno brązowa, z delikatnymi przebłyskami pod światło. Piwo pomimo słodkości pije się dość przyjemnie, złożony smak i aromat pozwalają się nim delektować przez dłuższą chwilę. Po RISach i barley wine, nie spodziewaliśmy się, że coś może nas dzisiaj jeszcze zaskoczyć, ale jednak stało się. Po dość krótkiej naradzie, postanowiliśmy umieścić Kasteelbier jednak na drugim miejscu, tuż za Community Legion. Belgijskim rarytasem kończymy spotkanie numer dziewiętnaście i już zaczynamy się zastanawiać co ciekawego zaplanować na kolejne, dwudzieste już spotkanie. Skusimy się chyba na jakiś temat przewodni. Jeszcze pomyślimy jaki.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.