Černá Hora Velen, czyli Hefeweizen po czesku. Jakiś czas temu zachwycaliśmy się pszenicznym Primatorem, a nieco później mieliśmy już mieszane uczucia co do pszenicy z Krušovic, pora zatem spróbować kolejnego pszenicznego piwa zza naszej południowej granicy, tym razem z browaru Černa Hora. Próbowaliśmy już w czasie naszych spotkań piw z tego browaru – Kvasar i Pater, oba, choć były przyzwoite, wypadły u nas dość przeciętnie, zaraz zobaczymy jaki poziom reprezentuje pszeniczny Velen. Piwo sprzedawane jest w butelce NRW, co już nawet w Czechach według naszych obserwacji staje coraz rzadsze. Etykieta standardowa jak na Černą Horę przystało, tym razem w wersji żółto-złotej. Po przelaniu piwa do szklanek spotkała nas mała niespodzianka. Piany prawie brak. Dziwi to nas mocno, bo Hefeweizen znany jest ze swojej mocnej i obfitej piany, a dodatkowo mieliśmy już wcześniej, poza naszymi spotkaniami, okazję pić Velenia i wszystko było z pianą jak należy. Zapomnijmy na chwilę o tym felerze i skupmy się na aromacie. W zapachu dominują banany i goździki, czyli dokładnie to czego należy się spodziewać po tym gatunku. Piwo o barwie żółtej, mocno zmętnione, nieco jaśniejsze niż niemieckie pszenice, które często wpadają nawet delikatnie w kolor pomarańczowy. Nagazowanie jak najbardziej poprawne, na dość wysokim poziomie. W smaku dominuje aromat bananowy, ale jest i lekka goryczka i delikatna słodycz. Nie byliśmy w tej opinii całkowicie zgodni, ale wydaję się, że piwu brakuje nieco ciała, pijąc je ma się delikatne uczucie pustości i braku pełni. Chcąc nie chcąc, w głowie porównujemy Velen do Primator Weizenbier i piwo z Černej Hory dość zdecydowanie musi ustąpić pierwszeństwa Primatorowi. Velen nie jest zły, ale w tak popularnym gatunku jak Hefeweizen, jest wiele piw znacznie od niego lepszych, nawet biorąc pod uwagę tylko stosunkowo tanie piwa, bo za takie należy uważać Velen, gdyż kosztował nas jakieś 17 czy 18 koron czeskich, czyli zdecydowanie mniej niż 3 złote.