DuClaw Sweet Baby Jesus! I więcej komentować nie trzeba. Historia tego piwa, choć przybyło z daleka, jest dość krótka. W trakcie kilkudniowej, służbowej wizyty na wschodnim wybrzeżu niestety nie było zbyt wiele czasu na piwną turystykę. Jedyne co się udało zrobić w tym temacie to 5 minutowa wizyta w przydrożnym supermarkecie w drodze na lotnisko. Ale i tam, pomiędzy dość szeroko dostępnymi w USA piwami z Sierra Nevada, zauważyłem ciekawostkę, która wzbudziła moje zainteresowanie – patrząc tylko na samą etykietę. Sweet Baby Jesus! z browaru DuClaw oprócz ekstrawaganckiej nazwy ma równie ciekawy styl – Chocolate Peanut Butter Porter. Zakładamy, że znacznie bliżej mu do porteru angielskiego, niż bałtyckiego, choćby ze względu na zawartość alkoholu 6.2%, ale piwo ciężko chyba będzie zakwalifikować do konkretnego stylu. Piana na piwie obfita i dość trwała. Aromat bardzo intensywny, z wyraźną nutą czekolady i masła orzechowego. To nie są delikatne niuanse, piwo pachnie tak jakby wąchać otwarty słoik amerykańskiego peanut butter. Barwa czarna, z delikatnymi przebłyskami. Już po krótkiej chwili, nieco sztuczny aromat masła orzechowego zaczyna przytłaczać. W smaku piwo słodkie, ale nie aż tak jak można by spodziewać się tego po zapachu. Na finiszu sprawia wręcz wrażenie wytrawnego. Piwo zarówno w aromacie jak i smaku wydaję się nieco sztuczne, aromatyzowane, ale z pewnością jest bardzo oryginalne. Nie wiedzieliśmy czego się po tym piwie spodziewać i zdecydowanie jesteśmy zaskoczeni. W tym szaleństwie jest jednak metoda. Co prawda nie bardzo wyobrażamy sobie picie tego piwa w większej ilości, ale aromat i smak są tak niespotykane, że piwo stawiamy tuż za próbowanym chwilę wcześniej IPA. Patrząc na stronę internetową browaru można by śmiało zagospodarować cały wieczór próbujących ich piw. Jeżeli będzie tylko jeszcze kiedyś okazja, to chyba warto będzie jeszcze kiedyś spróbować kolejnych piw 4z DuClaw.