Rosengarten Einsiedler Lager Hell, czyli idziemy w górę… z objętością. Po dwóch małych buteleczkach pora na coś większego. Piwo mamy w nietypowym opakowaniu – butelka z zamknięciem patentowym o niespotkanej przez nasz wcześniej objętości 0,58 litra, a w dodatku z malowaną etykietą. Musimy przyznać, że prezentuje się to naprawdę ciekawie. Choć butelka może i większa, ale dalej pozostajemy w przedziale alkoholu do 5%, a dokładniej 4,8%. Po dość lekkim lagerze nie spodziewamy się cudów, ale spróbujmy. Na pierwszy rzut oka wygląda tak sobie. Barwa bardzo jasna, jasno żółta, wpadająca nawet w zieleń. Powiedzielibyśmy, że nawet dość zimny ten żółty, ale jak wiadomo mężczyźni niekoniecznie znają się na kolorach. Co możemy stwierdzić za to z całą pewnością – piwo jest klarowne. Piana znów dość słaba, jakoś dziś do piany szczęścia nie mamy. Wysycenie CO2 na niespodziewanie niskim jak na jasny lager poziomie, ale nam to całkiem pasuje. W aromacie nie dzieje się nic ciekawego, ale wszystko jest ok, żadnych niepożądanych zapachów nie wyczuwamy. W smaku też początkowo wydaje się być wszystko poprawnie, choć nijako. W dłuższej chwili zdaje nam się jednak, że jest niestety trochę metaliczności. Na akceptowalnym poziomie, ale jednak jest. Piwo pije się dość lekko i bezrefleksyjnie. Na letnie dni jest w porządku, do mniej lub bardziej wyszukanej degustacji nadaje się już mniej. Największy plus tego piwa to na pewno rzadko spotykane i ciekawe opakowanie. Jeśli chodzi jednak o walory smakowe, to piwo stawiamy póki co pośrodku, za Kloster, a przed Dinkel. Różnic poziomów tutaj nie ma zbyt dużych, ale taka kolejność wydaje nam się odpowiednia. Jasne lagery zostały nam jeszcze dwa, a później powinno już być tylko ciekawiej. Miejmy nadzieję.