Belhaven Scottish Stout, czyli mocny stout po szkocku. Po długiej serii polskich i czeskich piw na piętnastym spotkaniu przyszła pora spróbować dla odmiany czegoś diametralnie innego. Postanowiliśmy skosztować stouta z szkockiego browaru Belhaven. Piwo sprzedawane jest w butelkach z białego szkła, do czego już się przyzwyczailiśmy w przypadku piw pochodzących z Wielkiej Brytanii. Belhaven Scottish Stout jest bardzo ciemny, chyba nawet jak na stouta. Piwo jest dosłownie czarne. Po przelaniu do szklanek naszym oczom nie ukazała się piana, co nas nieco zdziwiło. Zaskoczyło nas także więcej niż przyzwoite nagazowanie, bardzo przyjemny delikatny gaz wydobywający się z piwa aż do samego końca, to coś czego się nie spodziewaliśmy w przypadku tego gatunku. W smaku na pierwszy plan wysuwają się słód i chmiel oraz aromat czekolady. Pomimo stosunkowo wysokiej zawartości alkoholu na poziomie 7%, nie jest to wyczuwalne w smaku. Musimy przyznać, że piwo jest bardzo poprawne, a nawet można by rzec, że dość przyjemne. Nie mamy zbyt dużego doświadczenia z piwami typu stout, ale Belhaven Scottish Stout oceniamy wysoko. Jak zwykle małym minusem jest tutaj cena piw importowanych z Wielkiej Brytanii na polski rynek, która kształtuje się w okolicach dziesięciu złotych. Nie wiemy, czy to faktycznie takie dobre piwo, czy po prostu potrzebowaliśmy małej odmiany, ale postawiliśmy butelkę po Belhaven Scottish Stout tuż za liderującym od dłuższego czasu Krajcarem Marcowym. Chyba musimy próbować stout’ów częściej, żeby wyrobić sobie bardziej obiektywną opinię.
” mocny stout” – dobry żart 😀 toto koło mocnego stoutu nawet nie stało. Siki okrutne a nie „mocny stout”.
W 2014 roku trochę inne było nasze piwne doświadczenie niż teraz 🙂 Pozdrawiam