Gessner Dunkler Bock, czyli tym razem tylko dwa rogi. Na poprzednim spotkaniu mieliśmy przyjemność degustować bliźniacze piwo z tego samego browaru, z tym, że w wersji podwójnej. Tam na etykiecie mieliśmy dwa kozły, tutaj został tylko jeden, stąd skojarzenie ze znanym wierszem Jana Brzechwy wykorzystanym w tytule. Tym razem w naszych kuflach wylądował klasyczny koźlak, słabszy od swojego poprzednika, za to o zdecydowanie ciemniejszej barwie, co można było wywnioskować już z nazwy trunku. Brak piany na poprzednim przedstawicielu browaru Privatbrauerei Gessner spowodował, że tym razem nie byliśmy aż tak rozczarowani, tym bardziej, że w tym wypadku, może i niezbyt obfita piana, była zdecydowanie trwalsza. W smaku piwo jest bardzo delikatne i zdecydowanie mniej słodkie od poprzednika z dwunastego spotkania. Fenomenem tego piwa jest fakt, że z każdym kolejnym łykiem wydaje się coraz lepsze, co nieczęsto nam się zdarza i szczerze żałowaliśmy, że na każdego z nas przypadła tylko jedna trzecia butelki. Do tej pozycji z pewnością chętnie powrócimy mimo dość wygórowanej ceny. Po piątej lokacie Gessner Heller Doppel-Bock przyszła pora na medal dla produktu z browaru z Sonnebergu.