Fuller’s Honey Dew, czyli angielski miód. Parafrazując Kubusia Puchatka zapytam, co jest lepszego od butelki Fuller’s Honey Dew? Dwie butelki Fuller’s Honey Dew! W najśmielszych oczekiwaniach nigdy nie sądziliśmy, że piwo miodowe może stanąć na podium na którymkolwiek z naszych spotkań. Po dość średnich doznaniach, jakie zapewnił nam na poprzednim spotkaniu przedstawiciel Fuller, Smith & Turner P.L.C., było to dla nas tym większym zaskoczeniem. W kuflu piwo prezentuje się na prawdę dobrze. Jasna, klarowna barwa i dość obfita, bardzo trwała piana przyciągają oczy i wręcz wpychają szklankę do ręki. Jedno z brytyjskich haseł reklamowych tego trunku doskonale opisuje doznania smakowe, jakie nam towarzyszyły. W tłumaczeniu na polski brzmi to mniej więcej tak: „Orzeźwiające, ekologiczne, złote piwo z krztyną miodu”. Ilość miodu jest w naszej ocenie doskonale wyważona. Przyzwyczailiśmy się, próbując kilku rodzimych produktów, że piwo miodowe musi być słodkie do granic możliwości, a sam smak miodu rzadko przypomina dobry miód naturalny. Tutaj mamy lagera w pełnym tego słowa znaczeniu, z niezbyt nachalną goryczką i ciekawym aromatem chmielu. Miód delikatnie łamiąc ten smak, nie walcząc o dominację, nadaje mu niepowtarzalny charakter. Świetnie podsumowuje to inne z haseł reklamowych, które posłużyło za tytuł tego wpisu. Kto wie, może następnym razem damy się przekonać do sugestii producenta, który na plakatach w okresie letnim sugeruje picie swojego wyrobu z pokala na wysokiej nóżce z dodatkiem sporej ilości lodu. Szkoda, że ze względu na wysoką cenę, nie jest to piwo, do którego będziemy zbyt często wracać. Jednak w ramach naszych spotkań, było to zdecydowanie dobrze zainwestowane 10zł.