Pikujemy

Bernard Černý Ležák Bernard Černý Ležák, „By czuć upadek, z wysoka spaść trzeba”. Po dwóch bardzo udanych pozycjach przyszła pora na reprezentanta Czech, przed którym stało bardzo ciężkie zadanie. Piana na piwie pojawiła się w bardzo małych ilościach tylko po to, aby po krótkiej chwili całkowicie zniknąć. Gazu w piwie również jak na lekarstwo. Barwa intensywnie czarna, nieprzepuszczająca światła. Jest to niestety kolejne piwo potwierdzające, że przy całym naszym szacunku do czeskiego browarnictwa, sięgając po piwa z tamtych rejonów raczej będziemy unikać ciemnych lagerów, które w naszej ocenie zdecydowanie nie są najmocniejszą stroną Czechów. Może trafiliśmy na felerną butelkę, ale smak najlepiej opisuje nasza interpretacja pojawienia się diabła na etykiecie piwa, który przyprawia o gęsią skórkę podobnie jak i samo piwo. Jak wiemy diabła można spotkać w piekle, w którym między sesjami smażenia delikwenta najwyraźniej poddaje się go również torturze spożywania Bernarda. Wizerunek diabła użyty na etykiecie dziwi nas tym bardziej, że zaraz obok znajduje się napis Vánoční edice, co oznacza edycję bożonarodzeniową. Z Bożym Narodzeniem chyba już jednak bardziej kojarzą nam się różowe słonie.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.