Kategoria : Spotkanie 20

Wszyscy gotowi? Pora zaczynać!

Rosengarten Einsiedler Dinkel Rosengarten Einsiedler Dinkel, czyli powrót po długiej przerwie. Tak to niestety jest, że albo formuła się powoli wyczerpuje, albo jesteśmy leniwi, albo po prostu ciężko z czasem i jakoś tak blisko rok minął od poprzedniego spotkania. W związku, że to okrągłe dwudzieste spotkanie myśleliśmy o jakimś motywie przewodnim, może same IPA z polskich browarów, albo wszystkie piwa z Pinty, ale wyszło inaczej. Alina i Antek zaskoczyli nas prezentem w postaci całej skrzynki różnych piw z Szwajcarii, a takiej okazji zmarnować nie mogliśmy. No i mamy mała powtórkę z spotkania numer siedemnaście. Na dzisiaj przyszkowaliśmy w sumie 11 piw z Szwajcarii, 2 z Belgii i po jednym z USA, Polski i egzotycznego Mauritiusa. Rozpoczynamy od lekkiego piwa z browaru Rosengarten w Einsiedeln. Dinkel to piwo które ciężko nam przypisać do konkretnego stylu. Z strony browaru dowiemy się, że w zasypie wykorzystano 30% orkiszu z ekologicznych upraw. Czytaj dalej

Rozkręcamy się powoli

Eichhof Kloster Trüb Eichhof Kloster Trüb, czyli dalej mały volt prosto ze Szwajcarii. Tak jak w czasie kilku poprzednich spotkań, tak i tym razem piwa pijemy według zawartości alkoholu zaczynając od najsłabszych. Jako drugie na swoją kolej załapało się piwo Kloster Trüb z browaru Eichhof w Lucernie o zawartości alkoholu na poziomie 4,8%. Piwo w poręcznej buteleczce 0,33 litra z dość tradycyjną, choć niebrzydką etykietą. Na wstępie zauważmy, że piwo trochę już sobie postało (do końca okresu przydatności mamy jednak jeszcze trzy tygodnie), co mogło nieco wpłynąć na jego formę. Kloster to kellerbier, także zgodnie z oczekiwaniami mamy piwo lekko zamglone. Barwa słomkowa, dość jasna. Piana bardzo delikatna i dość szybko opada. Czytaj dalej

Wrzucamy trzeci bieg

Rosengarten Einsiedler Lager Hell Rosengarten Einsiedler Lager Hell, czyli idziemy w górę… z objętością. Po dwóch małych buteleczkach pora na coś większego. Piwo mamy w nietypowym opakowaniu – butelka z zamknięciem patentowym o niespotkanej przez nasz wcześniej objętości 0,58 litra, a w dodatku z malowaną etykietą. Musimy przyznać, że prezentuje się to naprawdę ciekawie. Choć butelka może i większa, ale dalej pozostajemy w przedziale alkoholu do 5%, a dokładniej 4,8%. Po dość lekkim lagerze nie spodziewamy się cudów, ale spróbujmy. Na pierwszy rzut oka wygląda tak sobie. Barwa bardzo jasna, jasno żółta, wpadająca nawet w zieleń. Powiedzielibyśmy, że nawet dość zimny ten żółty, ale jak wiadomo mężczyźni niekoniecznie znają się na kolorach. Co możemy stwierdzić za to z całą pewnością – piwo jest klarowne. Piana znów dość słaba, jakoś dziś do piany szczęścia nie mamy. Wysycenie CO2 na niespodziewanie niskim jak na jasny lager poziomie, ale nam to całkiem pasuje. Czytaj dalej

Wyższe obroty

Unser Bier Blond Unser Bier Blond, czyli nasze bio piwo. Po trzech dotychczasowych próbach jesteśmy umiarkowanie zadowoleni z wieczoru. Może czwarty jasny lager z rzędu okaże się być w końcu tym przełomowym. Prosta, choć bardzo ładna żółta etykieta zdecydowanie zachęca do otwarcia butelki. Blond z browaru Unser Bier ma 5% alkoholu przy ekstrakcie początkowym na poziomie 12,3%, czyli w smaku zbyt pusto być nie powinno. Zobaczmy więc co tam warzą w Bazylei. Piwo prezentuje się przeciętnie, ma dość jasną barwę i niemałe zmętnienie. Piana też dość słaba. W aromacie delikatnie trąci skarpetą. Ale może ekologiczny chmiel Perle z Szwajcarii daje taki właśnie aromat… Poza skarpetą jest też trochę estrów. Nie jest to może aromat idealnego pilsa, ale jeśli w smaku będzie dobrze, to można przymknąć na to oko. Czytaj dalej

Lekki zgrzyt

Unser Bier Schwarzbier Unser Bier Schwarzbier, czyli pora na coś ciemniejszego. Po dość niezłym blondzie, pora spróbować ciemnego piwa z browaru Unser Bier. Jako piwo numer pięć próbujemy więc schwarzbiera z Bazylei. Etykieta utrzymana w dokładnie takiej samej stylistyce, jak pozostałe piwa z tego szwajcarskiego browaru, tym razem jednak w wersji czarnej. Butelkę mamy małą 0,33 litra, także przypada nam porcja iście degustacyjna, przy czym niestety często zła wiadomość to wcale nie jest. Na pierwszy rzut oka piwo nie powala. Piana bardzo słaba, barwa ciemna, prawie czarna, ale jednak są rubinowe przebłyski. Wysycenie na dość niskim poziomie, jakoś nam nie do końca pasującym do tego piwa. W aromacie jest trochę paloności, ale naprawdę tylko trochę. Czytaj dalej

Wjazd na autostradę

Doppelleu Chopfab Hell Doppelleu Chopfab Hell, czyli butelka numer sześć. Spotkanie zdominowane zostało przez piwa szwajcarskie także próbujemy kolejnego piwa z tego kraju, tym razem z Doppelleu Brauwerkstatt w Winterthur. Już na pierwszy rzut oka piwo prezentuje się zacnie. Butelka jest malowana, a zamiast tradycyjnej etykiety mamy tutaj pasek w stylu banderoli z podstawowymi informacjami. Musimy przyznać, że opakowanie bardzo nam się podoba. Równie dobrze co opakowanie prezentuje się też samo piwo. Jasne, w pełni klarowne, z umiarkowaną, ale dość trwałą pianą. Wysycenie średnie, nie za wysokie, dobrze pasujące do blond ale. Goryczka umiarkowana, nie przesadzona, też dobrze komponująca się z tym piwem. Czytaj dalej

Krótka przerwa za nami

Doppelleu Chopfab Weize Doppelleu Chopfab Weize, czyli szwajcarska pszenica. Próbowaliśmy już kiedyś szwajcarskiego hefeweizen, teraz pora na pszeniczne piwo w stylu witbier. Butelka identyczna jak w przypadku Chopfab Hell, różniąca się tylko banderolą z nazwą piwa. Piwo jasne, z delikatnym zmętnieniem. Osad dość dobrze zbity na dnie butelki. Zapach przyjemny, delikatny. Mamy tu nuty typowe dla witbiera, kolendrę i pomaranczę, ale w dość umiarkowanym natężeniu. Piwo orzeźwiające, lekko kwaskowate. Lekkie w odbiorze. Wysycenie na średnim poziomie, mogłoby zdecydowanie być odrobinę wyższe. Oceniając walory tego piwa, nie ma się absolutnie do czego przyczepić, wszystko w jak najlepszy porządku. Lekkie, orzeźwiające, pije się bardzo łatwo. Ale z drugiej strony, piwo nie powala na kolana. Czytaj dalej

Pora na regularność

Locher Karbacher Köhler-Bier Locher Karbacher Köhler-Bier, czyli coś bardziej treściwego. Po serii stosunkowo lekkich piw, pora na coś bardziej treściwego. Może nie pod względem zawartości alkoholu, bo dalej jesteśmy na poziomie 5%, ale zdecydowanie spodziewamy się czegoś pełniejszego w smaku. Piwo Karbacher Köhler-Bier warzone jest przez Brauerei Locher AG od 2008 roku i nawiązuje do piwa warzonego wcześniej w innym browarze przez niejakiego pana Karbachera. Piwo zapakowane jest pół litrową butelkę z zamknięciem patentowym z prostą, acz bardzo ładną etykietą. Piwo ma barwę bursztynową i jest w pełni klarowne. Wysycenie dość wysokie, ale piana i tak jest bardzo słaba i momentalnie zanika. Czytaj dalej

Czyżby guma?

Phoenix Beer Phoenix Beer, czyli chwila przerwy od Szwajcarii. Po ośmiu piwach z kraju Helwetów, czas na małą egzotykę. Kolega Przemek, z urlopu na Mauritiusie przywiózł nam puszeczkę lokalnego piwa. Doświadczenia z piwem z wakacyjnych kurortów (poza Korfu, ale to temat na osobną dyskusję) mamy dość mierne, ale nie skreślajmy piwa z wyspy na Oceanie Indyjskim przed jego skosztowaniem. Piwo produkowane jest na miejscu z surowców importowanych z Europy i Australii przez Phoenix Beverages Group, która to na licencji produkuje także Guinessa. Zgrabna puszeczka 0,33 litra prezentuje się ładnie. Na etykiecie mamy czarnego ptaka na biało-czerwonym tle, powyżej napis Happy New Year 2016. W składzie oprócz typowych składników mamy także cukier. Czytaj dalej

Szwajcarski bursztyn

Doppelleu Chopfab Amber Doppelleu Chopfab Amber, czyli niezbyt amerykańskie bursztynowe ale. No to pora spróbować kolejnego piwa z serii Chopfab. Notka na stronie browaru mówi o szlachetnych chmielach i aromatach cytrusowych pochodzących od amerykańskiego chmielu Cascade. Notka na temat piwa podaje, że IBU to tylko 25, ale w końcu to nie IPA. Po przelaniu do szklanki pokazuje nam się drobno pęcherzykowa, średnio obfita piana, która prezentuje się dość dobrze na ciemno bursztynowym piwie. W aromacie szukamy owych cytrusów, ale dość ciężko je tam odnaleźć. Bardziej przypomina nam to słodowe aromaty znane z Märzena lub nawet lżejszych bocków. Jest to jak najbardziej przyjemny aromat, ale w tym piwie spodziewaliśmy się jednak nutki amerykańskiego chmielu. Czytaj dalej

Piąty bieg

Doppelleu India Pale Ale Doppelleu India Pale Ale, czyli IPA po szwajcarsku. Przyszła pora na ostatnie piwo z Doppeleu, sześcio procentowe American India Pale Ale, czyli to co lubimy najbardziej. Butelka taka sama jak w przypadku pozostałych piw z tego browaru, tym razem jednak z dużym logo browaru – wizerunkiem stojącego lwa z mieczem oraz co ciekawe kłosem zboża i szyszką chmielu na ogonie. To nasze pierwsze IPA tego wieczoru, także oczekiwania są duże. Po otwarciu butelki bardzo szybko dochodzi do nas intensywny aromat owocowy, są tu aromaty cytrusowe oraz mango. Na stronie browaru można wyczytać, że piwo chmielone jest amerykańskimi Simcoe oraz Chinook. I to tutaj jak najbardziej czuć. Nie jest to może aromat tak powalający jak w IPA z USA, czy nawet co lepszych polskich IPA, ale bardzo przyjemny i intensywny. Czytaj dalej

Słodko

DuClaw Sweet Baby Jesus! DuClaw Sweet Baby Jesus! I więcej komentować nie trzeba. Historia tego piwa, choć przybyło z daleka, jest dość krótka. W trakcie kilkudniowej, służbowej wizyty na wschodnim wybrzeżu niestety nie było zbyt wiele czasu na piwną turystykę. Jedyne co się udało zrobić w tym temacie to 5 minutowa wizyta w przydrożnym supermarkecie w drodze na lotnisko. Ale i tam, pomiędzy dość szeroko dostępnymi w USA piwami z Sierra Nevada, zauważyłem ciekawostkę, która wzbudziła moje zainteresowanie – patrząc tylko na samą etykietę. Sweet Baby Jesus! z browaru DuClaw oprócz ekstrawaganckiej nazwy ma równie ciekawy styl – Chocolate Peanut Butter Porter. Zakładamy, że znacznie bliżej mu do porteru angielskiego, niż bałtyckiego, choćby ze względu na zawartość alkoholu 6.2%, ale piwo ciężko chyba będzie zakwalifikować do konkretnego stylu. Czytaj dalej

Drugie IPA z Szwajcarii

Unser Bier Aypiey Unser Bier Aypiey, czyli kończymy przygodę z Szwajcarią. Sporo tego było, ale w końcu przyszedł ten moment, że otwieramy ostatnią butelkę z szwajcarskiej skrzynki od Aliny i Antka. Zakończenie jest nie byle jakie, bo to nasze ulubione IPA. Po tym jak pozytywnie zaskoczyło nas IPA z Doppelleu, nasze oczekiwania są niemałe. Na początek trzy słowa na temat nazwy. Chwilkę nam zajęło, żeby zorientować się, że aypiey, to takie nasze ajpiej, czyli fonetyczny zapis angielskiego IPA. Teraz się to wydaje oczywiste, ale na pierwszy rzut oka to aypiey nam jakoś do niemieckiego nie pasowało. Etykieta taka sama, jak w przypadku poprzednio próbowanych piw z Unser Bier, tym razem z szaro-zielonym tłem. Przyjedźmy jednak do samego piwa. Pierwsze wrażenie – jest solidna piana. Drugie – wysokie zmętnienie i sporo drożdżowego osadu na dnie. Trzecie – intensywny aromat, z dominującą nutą cytrusową. W smaku balans między wytrawnością, a słodyczą. Czytaj dalej

Grand Champion 2015

Grand Champion Birofilia 2015 Red Roeselare Ale Grand Champion Birofilia 2015 Red Roeselare Ale, czyli kolejna perełka. Grand Championów próbowaliśmy wszystkich. Nasza przygoda zaczęła się od Championa 2009 – Bracki Koźlak Dubeltowy. Rok później było Brackie Pale Ale. 2011 i 2012 ta mała przerwa w naszej wspólnej aktywności, ale indywidualnie próbowaliśmy Grand Championa 2011 i Rauch Bocka z 2012. Rok 2013 to mały przełom w naszej piwnej aktywności i początek zachwytu nad IPA, bardzo dobrze wpisało się w to Brackie Imperial IPA. W 2014 zachwycaliśmy się Cieszyńskim Dubblem. 2015 to kolejna nowość, pierwszy kwaśny Grand Champion. Piwo autorstwa Piotra Terki i Piotra Marczyka było zapewnie niemałym wyzwaniem dla piwowarów z Cieszyna, ale jak zwykle efekt jest bardzo dobry. Piwo w gatunku Flanders Red Ale fermentowane było mieszanką dzikich drożdży i bakterii firmy Wyeast – 3763 Roeselare Ale Blend co jak na tradycyjny browar w Polsce wymagało nie mało odwagi. Czytaj dalej

Belgia na koniec

Leffe Royale Leffe Royale, czyli belgijski finisz. Na sam koniec zostały nam dwa piwa z Belgii. Jak pierwszego kosztujemy Leffe Royale. Duża butelka 0,75 litra, 7,5% alkoholu, ciekawe czy damy radę. Już samo opakowanie przyciąga wzrok, nie tylko rozmiarem, ale także pięknym czarno-złotym ornamentem. Jak na piwo z dużego browaru wygląda to naprawdę dobrze. Piana bardzo obfita, opada bardzo powoli. Piwo całkowicie klarowne o głębokiej barwie ciemnego złota. Aromat umiarkowanie intensywny, ale zdecydowanie zauważalny. Wyczuć można tutaj i słód i trochę chmielu i aromaty pochodzące od belgijskich drożdży, ale wszystko na bardzo stonowanym poziomie. W smaku jest podobnie, nic nie wybija się tutaj na pierwszy plan, piwo bardzo zbalansowane. Trochę słodu, trochę karmelu. Alkohol prawie nie wyczuwalny. Czytaj dalej

To już naprawdę koniec

Houblon Chouffe Houblon Chouffe, czyli hybryda doskonała. Houblon Chouffe to Belgian IPA, czyli mieszanka tego co w piwie smakuje nam najbardziej. Chmielowego, goryczkowego IPA z elegancką i niebanalną nutą belgijskich drożdży. Zróbmy jeszcze z tego potrójne IPA i mamy świetne zakończenie wieczoru. Już sama etykieta zachęca do spróbowania. Rubaszny krasnal zrywający szyszki chmielu, temu po prostu nie można się oprzeć. Jak na potrójne IPA przystało, alkoholu mamy tu 9%. Także dobrze się składa, że butelkę mamy małą na trzech. Tyle wystarczy, zwłaszcza na koniec długiego wieczoru. Piana na piwie jest bardzo obfita i trwała. Piwo jest jasne, delikatnie zmętnione. Tak jak na IPA przystało zapach jest bardzo intensywny. Dominują tutaj cytrusowe aromaty pochodzące od chmielu. Czytaj dalej