Kategoria : Spotkanie 12

Mocne otwarcie z Bambergu

Ott Weissbier Ott Weißbier, czyli co tam warzy rodzina Ott. Dwunaste spotkanie postanowiliśmy rozpocząć od piwa pszenicznego z małego browaru prowadzonego przez rodzinę Ott przy pensjonacie, czy jak to nazywają Niemcy Gasthausie, w Heiligenstadt w północnej Bawarii. Lubimy takie ciekawostki, także cieszymy się bardzo, że dotarło do nas to piwo. Tuż po otwarciu butelki zaskakuje nas piana, która dosłownie wystrzeliła spod kapsla. Zaraz po tym dociera do nas interesujący owocowy zapach z mocną nutą bananową. W smaku podobnie: banany, goździki i nieco cytrusów. Etykieta ze zdjęciem, jak przypuszczamy lokalnego krajobrazu, nie powala na kolana, ale pomimo tego chyba dobrze oddaje charakter browaru, z którego pochodzi to piwo. Musimy przyznać, że Weißbier z Brauerei Gasthof Ott bardzo pozytywnie nas zaskoczył. Po prostu świetne piwo. Z racji tego, że jest pierwsze tego wieczoru, ląduje automatycznie na początku rankingu, ale przed nami jeszcze spora grupa zawodników, która może je wyprzedzić. Zobaczymy czy się wybroni.

Piwne eksperymenty Browaru Konstancin

Konstancin Czarny Dąb Czarny Dąb, czyli autorskie pomysły browarników z Konstancina. Cieszy nas, że polskie browary próbują czasem eksperymentować. Rezultaty tych eksperymentów bywają różne, ale i tak warto skosztować. Z tego właśnie powodu zgarnęliśmy ze sklepowej półki piwo o nazwie Czarny Dąb z browaru Konstancin. Obecność składników takich jak: prażona cykoria, prażony burak cukrowy czy cukier nie napawa nas optymizmem, ale zobaczymy co z tego wyszło. Piana na piwie jest bardzo wysoka i utrzymuje się dość długo. W smaku dominuje smak palonego słodu z przebijającym lekko aromatem kawowym. Piwo nie ma w sobie słodyczy, której można by się spodziewać. Zamiast tego mamy tutaj goryczkę i nieco kwaskowaty smak. Pomimo, że piwo zawiera aż 7.5% alkoholu to jego smak jest dość dobrze zamaskowany aromatami palonego słodu i aromatycznego chmielu. Etykieta piwa nie budzi większych zastrzeżeń, jest prosta i estetyczna. Pomimo szczerych chęci ocenienia tego piwa wyżej, niestety nie możemy tego zrobić. Ocena ogólna wypada dość blado. Piwo nie wpasowało się w nasze gusta, ale gratulujemy pomysłu i odwagi jego realizacji.

Czarny Kozioł

Velkopopovický Kozel Černy Velkopopovický Kozel Černy, czyli dajemy kolejną szansę ciemnemu piwu z Czech. Do tej pory czeskie ciemne lagery wypadały u nas dość przeciętnie, ale nie poddajemy się i próbujemy kolejnego. Tym razem trafił do nas ciemny Kozel. Tak jak zwykle w tego rodzaju piwie mamy tu stosunkowo niewiele alkoholu – 3.8%. W składzie nic nas nie niepokoi: woda, zestaw słodów i chmiel. Tym razem żadnych buraków tutaj nie ma. Piwo wydaje nam się dość słabo nagazowane. W smaku czujemy karmelowy słód. Piwu niestety brakuje trochę wyrazistości. Jest bardzo spokojne, trochę za mało agresywne jak na nasze gusta. Ale biorąc pod uwagę, że piwo kosztuje jakieś dwanaście czeskich koron, czyli mniej niż dwa polskie złote, to możemy to wybaczyć. Lekkie, smaczne piwo, dla spokojnych ludzi. Na uwagę zasługuje bardzo sympatyczna etykieta z koziołkiem. W porównaniu do próbowanych przez nas wcześniej ciemnych lagerów z Czech Kozel Černy wypada dość przyzwoicie, a można chyba powiedzieć, że jest jednym z najlepszych. Na dobre miejsce w naszym rankingu to może być trochę za mało, ale i tak warto sięgnąć czasem po to piwo.

Litewskie piwo z ryżem

Švyturys Nefiltruotas Raw Švyturys Nefiltruotas Raw, czyli piwo można sprzedawać też bez etykiety. Po raz pierwszy piwa z browaru Švyturys z litewskiej Kłajpedy próbowaliśmy na naszym pierwszym spotkaniu. Do tej pory wspominamy je dobrze, także chętnie sięgnęliśmy po Švyturys Nefiltruotas Raw. Już na pierwszy rzut oka piwo prezentuje się ciekawie, ponieważ nie ma już na butelce tradycyjnej etykiety tak jak kiedyś, a tylko aluminiowa krawatka. Nowy wizerunek piwa zdecydowanie przypadł nam do gustu. Patrząc na skład dostrzegamy w nim ciekawostkę – oprócz słodu jęczmiennego jest tutaj ryż. Po przelaniu do szklanki piany jest bardzo dużo, ale niestety dość szybko opada. Piwo jest zawiesiste, treściwe i stosunkowo bogate w smaku. Mamy tu przyjemną, lekką goryczkę i nieco aromatów cytrusowych. Jest to bardzo ciekawe i dobrze skomponowane piwo. Nie wiemy jaki wpływ na całość ma wspomniany wcześniej ryż, ale nam to piwo przypadło do gustu. Póki co litewski Nefiltruotas Raw ląduje na drugiej pozycji.

Wyprodukowano w UE

Maćkowe Miodowe Maćkowe Miodowe, czyli odrobina słodyczy dla spragnionych. Mimo, że było to dopiero piąte piwo dwunastego spotkania, to zdążyliśmy już zapoznać się z efektami użycia kilku surowców łamiących bawarskie prawo czystości piwa. Mieliśmy buraki cukrowe, mieliśmy cykorię, mieliśmy cukier i wreszcie mieliśmy ryż. Nic nie stało zatem na przeszkodzie, aby w kolejnym piwie, nie po raz pierwszy, zapoznać się z efektami użycia miodu. Nasz wybór padł na piwo wyprodukowane w bliżej nieokreślonym browarze, a przynajmniej nie dowiemy się tego z etykiety. Ta uraczyła nas bowiem lakoniczną informacją „Wyprodukowano w UE dla Maćkowe (…)”. Niby nie ma to wielkiego znaczenia, ale ta niewiedza delikatnie nam przeszkadza. Poza miodem w składzie mamy wodę, słód i chmiel, czyli dokładnie to, co piwo powinno zawierać. Jak zwykle po przelaniu piwa do kufli, w pierwszej kolejności naszą uwagę skupiliśmy na barwie i pianie. Tutaj bez rewelacji: barwa jak dla nas za jasna, piany brak. Bardzo delikatny, prawie niewyczuwalny zapach również nie spełnił naszych oczekiwań, przede wszystkim dlatego, że nie wyczuliśmy w nim miodu. Na tym tle przyjemny smak z delikatną miodową nutą zdecydowanie się wyróżnia, szczególnie, że nie przeszkadza mu w tym niezbyt duże wysycenie gazem. Brakuje mu jedynie intensywności, przez co piwo sprawia wrażenie lekko wodnistego. Do zdecydowanych plusów zaliczamy też fakt, że przy mocy 6% zupełnie nie wyczuwamy smaku alkoholu, co sprawiło, że bardzo szybko opróżniliśmy nasze kufle. Mimo swoich plusów, w naszej ocenie Maćkowe Miodowe na ten moment mogło pokonać jedynie mieszankę buraków cukrowych i cykorii. Jak się później okaże, jeszcze tylko jedna pozycja stanie niżej w ostatecznym rankingu.

Irlandzka czerwień

O’Hara’s Irish Red O’Hara’s Irish Red, prosto z Irlandii. Jakiś czas temu miałem przyjemność odwiedzić mieszkającą w Irlandii rodzinę, którą z tego miejsca serdecznie pozdrawiam. Nie byłbym sobą, gdybym przy okazji nie potraktował tego wyjazdu, jako niepowtarzalną okazję do małego, prywatnego importu. W ten oto sposób, na spotkaniu pojawił się, w co ciężko po tylu wychylonych kuflach uwierzyć, pierwszy przedstawiciel gatunku Irish Red Ale. Butelka, której w oczekiwaniu na spotkanie niejednokrotnie się przyglądałem, prezentuje się naprawdę świetnie. Prosta, czytelna, estetyczna i dodatkowo zawierająca na odwrocie pełny skład piwa, co nie jest dla nas obojętne. Jako że mamy dzisiaj szczęście do piw zawierających różne dodatki, również tutaj nie zabrakło jednej pozycji wychodzącej poza klasyczną listę składników piwa. Mowa tutaj o, niezbyt często stosowanej poza Belgią, niesłodowanej pszenicy, która wedle naszej wiedzy powinna zapewnić w piwie zbożowe posmaki oraz wzmocnić pianę. Z tym drugim wyszło trochę gorzej, bo nasze kufle pianą zbyt długo się nie nacieszyły. Barwa bardzo ciemna, pod światło wyraźnie czerwona. Zapach mocno słodowy z prawie niewyczuwalnym chmielem. W smaku chmielu też ciężko się doszukać, co jest z resztą cechą charakterystyczną tego stylu, a dość silna goryczka pochodzi raczej z palonego słodu, którego aromat jest mocno wyczuwalny. Piwo, mimo że nie było najgorsze i pokonało kilku rywali, naszych serc nie podbiło. Myślę jednak, że jest to bardziej kwestia samego stylu, który nie wpasowuje się do końca w nasze gusta, niż tego konkretnego jego przedstawiciela. A może po prostu potrzebujemy czasu, żeby oswoić się z tym dość nietypowym smakiem i docenić jego walory. Z pewnością sprawdzimy to na jednym z przyszłych spotkań.

Gdzie są drożdże?

Franziskaner Weissbier Kristallklar Franziskaner Weissbier Kristallklar, czyli filtrowana pszenica po raz trzeci. Z przedstawicielami tego osobliwego stylu spotkaliśmy się  w ramach naszych spotkań już dwukrotnie. Na spotkaniach drugim oraz piątym zajęli oni odpowiednio dziewiąte i czwarte miejsce. Z produktami pod szyldem Franziskaner, również mieliśmy już dwukrotnie do czynienia. Oba stanęły na drugim miejscu podium na spotkaniach pierwszym i trzecim. Posiadając taki punkt odniesienia, nie oczekując niespodzianek, przystąpiliśmy do degustacji. Jedynie to dziwne wrażenie, że coś nam nie pasuje w wyglądzie butelki, wyjaśniło się dopiero jak spojrzeliśmy na zdjęcia z poprzednich spotkań. Wtedy to dotarło do nas, że gdzieś zapodziało się pokrywające kapsel i szyjkę butelki złotko, które w naszej ocenie prezentowało się zdecydowanie lepiej niż nowa stylistyka. Zostawmy jednak ten detal i przejdźmy do samego piwa. Typowe cechy pszeniczniaków, które towarzyszą temu piwu to z pewnością: solidna piana, spore wysycenie gazem oraz nuty bananowe i goździkowe obecne zarówno w smaku jak i zapachu. To, do czego się chyba nie przyzwyczaimy, to klarowność i jasna barwa. Nie mogliśmy się oprzeć wrażeniu, że nie pijemy piwa pszenicznego tylko jakiegoś pilznera i to dość jasnego. Brak drożdży nie odbija się niestety jedynie na wyglądzie. Smak również pozostawia wiele do życzenia, ponieważ bez typowych dla piw pszenicznych akcentów drożdżowych jest zdecydowanie za „płaski”. Wrażenie, że czegoś tu jednak brakuje, musiało odbić się na końcowej pozycji. Nie jest źle, ale z pewnością poza naszymi spotkaniami, jeżeli będziemy sięgać po piwa pszeniczne, to będą to wersje niefiltrowane.

Wyrób czekoladopodobny

Zawiercie Czekoladowe Zawiercie czekoladowe, czyli jak wprowadzić konsumenta w błąd. Następne piwo sprawiło nam nie lada kłopot z oceną, gdyż do tej pory nie do końca potrafimy je sklasyfikować, mimo że po spotkaniu jeszcze dwukrotnie postanowiłem zdjąć je ze sklepowej półki. Po dłuższej chwili zastanowienia, postanowiliśmy wrzucić je do kategorii „stout”, z racji ciemnej, wręcz czarnej barwy, użycia drożdży górnej fermentacji oraz dodatku słodów palonych (zgodnie z etykietą są to słody karmelowe). Osoby, które poszukują w piwie smaku czekolady, zdecydowanie odsyłamy do innych produktów, gdyż w trunku z Browaru na Jurze ich nie odnajdą. Zarówno w smaku jak i zapachu dominuje palony słód, który skutecznie przesłania pozostałe surowce, użyte do produkcji piwa. Piwo jest mało treściwe, mocno goryczkowe, ze zdecydowanie wyczuwalnym alkoholem, co nie jest przez nas cechą pożądaną. Nie dziwi nas natomiast fakt, że piwo nie jest ani odrobinę słodkie, bo w końcu miał być to, według zapowiedzi producenta, smak gorzkiej czekolady. Tej jednak, jak już wspomniałem wcześniej, nie udało nam się odszukać. Jeżeli mielibyśmy się już doszukiwać jakichkolwiek porównań, to prędzej byłaby to kawa. Tym bardziej zatem myląca jest, zajmująca jedną trzecią etykiety, polująca na miłośników słodkich piw, tabliczka czekolady. Na zakończenie postanowiłem jeszcze odnieść się do często spotykanego zarzutu pod adresem producenta o podanie na etykiecie sprzecznych informacji. Chodzi tutaj o zwrot: „Piwo warzone tradycyjną metodą górnej fermentacji, długo dojrzewające w niskiej temperaturze”. Sprzecznością miałby być fakt, że górna fermentacja odbywa się w wysokich temperaturach.  Otóż spieszę wyjaśnić, że fermentacja i dojrzewanie to dwa odrębne procesy, zatem nic nie stoi na przeszkodzie, aby odbywały się w różnych temperaturach, a co za tym idzie, nie ma tutaj żadnej sprzeczności. Podsumowując, Zawiercie Czekoladowe, jako średniej klasy stout, na ten moment ląduje na trzecim miejscu od końca. Tę pozycję zmieni już tylko najgorsze piwo wieczoru, o którym będziecie mogli przeczytać w dniu jutrzejszym.

Złe, bo francuskie?

Brasserie Brasserie, czyli dzisiaj już gorzej nie będzie. Na kolejnego reprezentanta Francji czekaliśmy dość długo, bo przypomnę, że jedyny do tej pory pojawił się na spotkaniu drugim. Fisher Tradition, bo o nim mowa, zupełnie do nas nie trafił i tylko Maciej, swą zażartą obroną jego walorów, zapewnił mu przedostatnią pozycję. Nic więc dziwnego, że po tamtych wątpliwych doznaniach smakowych nie poszukiwaliśmy efektów pracy francuskich browarów. Jakimś dziwnym zrządzeniem losu, pod postacią zamkniętego w małej, pękatej buteleczce piwa, tylnymi drzwiami wepchał się kolejny produkt z tamtych rejonów, o nazwie Brasserie. Oznacza to ni mniej, ni więcej niż miejsce produkcji bądź spożywania piwa (czytaj browar lub pub). Zapachu się nie doszukaliśmy praktycznie żadnego, no może poza zapachem kapsla zamykającego butelkę. Smak jest, i owszem, tyle że nieprzyjemnie metaliczny. Smaki słodu czy też chmielu, które mogłyby wydawać się naturalne dla tego rodzaju trunku, najwyraźniej nie okazały się zbyt atrakcyjne dla producenta tego złocistego napoju. Swoją drogą, barwa to chyba jedyna rzecz, do której nie mamy żadnych zastrzeżeń. Najlepszą cechą Brasserie okazała się pojemność 250ml. Po rozlaniu tej ilości do trzech kufli, nie musieliśmy czekać zbyt długo na spotkanie ze srebrnym medalistą dwunastego spotkania, który już stał w drzwiach (lodówki).

Złota moc

Duvel Duvel, czyli Belgia tradycyjnie na wysokim poziomie. Zaraz po otworzeniu kolejnej butelki przywiezionej z Irlandii, poziom spotkania gwałtownie się podniósł. Sława tego piwa sprawiła, że zdecydowałem się poświęcić mu tak cenne miejsce w bagażu, które mogłoby zostać zajęte przez kolejny lokalny wyrób. Bardzo charakterystyczną cechą piwa Duvel jest bardzo jasna, złota barwa, zdradliwie kontrastująca z pozostałymi cechami piwa. Mało kto po tak wyglądającym piwie spodziewa się mocy 8,5%, która jest na dodatek idealnie zamaskowana w smaku. Obecność alkoholu możemy bowiem stwierdzić jedynie po reakcji organizmu, po wypiciu nawet niewielkiej ilości specjału z browaru Brouwerij Duvel Moortgat. W mocno owocowym smaku obecne są przede wszystkim cytrusy, sprawiające że piwo dzięki kwaskowości jest bardzo orzeźwiające. Nie mieliśmy niestety przyjemności picia Duvela z oryginalnego, firmowego pokala, zaprojektowanego tak, aby tworzyła się w nim gruba czapa piany utrzymująca się do ostatniego łyka, ale i w naszych szklankach nie zabrakło pięknej, białej piany. Pomaga w tym zdecydowanie wysokie nagazowanie, przyjemnie szczypiące w język. Duvel jest dwunastym belgijskim piwem na naszych spotkaniach i siódmym spośród nich, które stanęło na podium. Nawet te, którym się to nie udało, zazwyczaj stały dość wysoko w rankingu, nic więc dziwnego, że tak chętnie sięgamy po piwa z tego kraju.

Outstanding Premium Ale

Fuller’s London Pride Fuller’s London Pride, czyli powrót Anglii. Jako kolejny wystąpił reprezentant Wielkiej Brytanii, która była dość popularnym kierunkiem poszukiwań na początku naszej przygody z „Jasne czy Ciemne?”, a której zabrakło na czterech ostatnich spotkaniach. Wybór padł na produkt, założonego w 1845 roku, browaru Fuller, Smith & Turner P.L.C.  Jest to jasno bursztynowe, angielskie ale, zamknięte w estetycznej, stylowej butelce, charakteryzujące się niezbyt dużą ilością drobnych bąbelków. W naszym odczuciu nagazowanie jest za słabe do tego stylu. Zdecydowanie nie sprzyja to również tworzeniu się piany, która jeżeli już występuje, to jest dość nietrwała. Zapach piwa jest niezbyt intensywny i tym samym niezbyt wiele zdradza informacji o smaku przed podniesieniem kufli do ust. Smak jest słodowo-karmelowy, z dość słabo wyczuwalnym aromatem chmielu, ale za to silnie zaznaczoną goryczką, gatunkowo przybliżającą Fuller’s London Pride do bitter ale. Podsumowując, piwo pije się naprawdę przyjemnie, ale zdecydowanie nie zostanie ono naszym ulubionym, brytyjskim piwem. Dodatkowo mało konkurencyjna cena, charakterystyczna dla piw importowanych z tamtych regionów, sprawia, że nasze oczy wędrując po sklepowych półkach, raczej będą w przyszłości omijały tę pozycję.

Pszenica z truskawką

Oettinger Wiezen & Erdbeere Oettinger Wiezen & Erdbeere, czyli przepłukujemy kubki smakowe. Po krótkiej dyskusji zdecydowaliśmy się złamać nasze postanowienie i po raz kolejny na naszym spotkaniu znalazła się mieszanka soku z piwem. Przypomnę, że mieliśmy już zarówno piwo jęczmienne jak i pszeniczne z sokiem grejpfrutowym. Stwierdziliśmy wówczas, że nie może zabraknąć takich wynalazków wśród naszych piwnych doświadczeń, ale również doszliśmy do wniosku, że po jednym przedstawicielu gatunków radler oraz weizen mix wystarczy. Akurat był upalny czerwiec i truskawki spoglądały na nas z każdego sklepu oraz straganu. Pochłaniając je kilogramami daliśmy się skusić również na truskawkę „utopioną” w naszym ulubionym trunku. Cóż możemy powiedzieć o tym połączeniu. Jako że truskawka zbytnio się nie pieni, to wybaczamy brak piany w naszych kuflach. Jako że było bardzo smaczne, to wybaczamy, że nie smakowało piwem.  Przy letniej pogodzie ucieszył nas również fakt, że ma tylko 2,5% alkoholu, bowiem dzięki temu można pić go w sporych ilościach. Mieliśmy przekonanie, że gdziekolwiek Oettinger Wiezen & Erdbeere nie stanie w rankingu, to pozycja ta będzie niesprawiedliwa. Sprawdzoną na poprzednich spotkaniach metodą, pozwoliliśmy mu pokonać jedynie tych rywali, których kiepski smak nie skłoni nas do ich zakupu w przyszłości. Po tak lekkiej i szybko zakończonej degustacji, naszła nas ochota na coś cięższego i ciemniejszego…

Stout vs Porter

Plain Porter Plain Porter, czyli odrobina teorii. Nie wyobrażam sobie lepszej okazji, aby wyjaśnić, czym tak naprawdę jest porter. Część naszych czytelników zapewne zapyta, dlaczego piwo o nazwie „Plain Porter” wrzuciliśmy do kategorii stout. Co więcej, na odwrocie butelki, producent również użył tego terminu. Dzieje się tak dlatego, że oba te terminy oznaczają praktycznie to samo, czyli wywodzące się z Anglii, niezbyt mocne, ciemne piwo górnej fermentacji, stworzone przy użyciu konkretnej mieszanki jasnych i palonych słodów oraz składników niesłodowanych. Gdzieniegdzie, na wyspach brytyjskich, można spotkać się z umownym nazywaniem porterem piw o mniejszej zawartości alkoholu, natomiast tych mocniejszych mianem stout. Jest to jednak podział nieformalny i nie ma ustalonej żadnej granicy, która miałaby taki podział wyznaczać. W sposób nieuzasadniony, w naszych rejonach, ktoś kiedyś nazwał porterem ciemne, dość mocne i zazwyczaj słodkie piwa dolnej fermentacji. Nazwa ta przyjęła się tak mocno, że jej zmiana nie miałaby żadnego sensu, gdyż i tak byłaby powszechnie używana. Formalnie zatem nazwano ten gatunek „porterem bałtyckim”, przy czym drugi człon tej nazwy i tak jest najczęściej pomijany, co tworzy dość duże zamieszanie, szczególnie wśród mniej świadomych konsumentów. Zakończmy ten przydługi wstęp i przejdźmy do naszego portera, czyli przedstawiciela gatunku stout, będącego przy okazji ostatnim tego wieczoru piwem przywiezionym z wycieczki do Irlandii, produkującej najlepsze na świecie stouty. Na pierwszy ogień weźmy opakowanie, które jest zdecydowanie nietypowe jak na piwo. Po pierwsze mamy tu, przydatny jeżeli pod ręką nie mamy otwieracza, kapsel z zawleczką, kojarzący nam się głównie z pewnym polskim producentem soków i napojów owocowych. Dodatkowo napis „right handed” jest zobrazowany w dość ciekawy i oryginalny sposób. Otóż, jeżeli chwycimy butelkę prawą dłonią, etykietą do siebie, to nasz kciuk wyląduje dokładnie na grafice przedstawiającej odbicie kciuka. Samo piwo, jak na stouta przystało, jest bardzo ciemne, mało nagazowane i bardzo wytrawne. Na powierzchni unosi się trwała, ciemna, kremowa piana. W lekko kwaskowym smaku można wyczuć palony słód, kawę i gorzką czekoladę, czyli dokładnie to, czego w porterach szukamy. Z pewnością jest to jeden z najlepszych stoutów jakie piliśmy, któremu bardzo niewiele brakowało, aby stanąć na podium. Konkurencja okazała się jednak zbyt silna.

Blady koziołek

Gessner Heller Doppel-Bock Gessner Heller Doppel-Bock, czyli piwo z czterema rogami. Następnym piwem, które opuściło lodówkę i znalazło się w świetle reflektorów dwunastego spotkania, był drugi w historii naszych spotkań koźlak dubeltowy, tym razem w wersji jasnej. Jak przystało na koźlaka, spodziewaliśmy się piwa dość treściwego, mocnego i rozgrzewającego.  W tym zakresie nie było żadnych rozczarowań i niespodzianek. To, co nas rozczarowało, to piana, która w ogóle nie pojawiła się w naszych kuflach. Lubimy jak w wyglądzie piwo czymkolwiek odróżnia się od soku jabłkowego, a taką właśnie barwę ma ten trunek i bez piany nie prezentuje się zbyt dobrze. Zaskakuje to tym bardziej, że bąbelków w piwie nie brakowało, a często brak piany idzie w parze ze słabym wysyceniem gazem. Po raz pierwszy też spotkaliśmy się z tak wysokim poziomem słodyczy  w jakimkolwiek piwie z rodziny koźlaków. Efekt ten jest spotęgowany brakiem jakichkolwiek aromatów chmielowych, co jeszcze bardziej podkreśla słodowy charakter piwa. Piwo całkiem niezłe, szczególnie jako alternatywa dla mocnych lagerów, choć smak alkoholu jest wyczuwalny i lekko psuje charakter piwa. Wysoka cena natomiast zdecydowanie nie zachęca do zakupu, mimo bardzo dobrze prezentującej się, firmowej butelki z patentowym zamknięciem i ładną, estetyczną etykietą przedstawiającą dwa kozły, stojące naprzeciw siebie na tylnych łapach w bliżej nieokreślonym celu. Gessner Heller Doppel-Bock na ten moment wylądował na piątej lokacie, a w lodówce czekało jeszcze dwóch zawodników.

Ciekawostka z Regensburga

Thurn und Taxis Roggen Thurn und Taxis Roggen, czyli żyto w butelce. W południowo wschodniej części Niemiec, osiemdziesiąt kilometrów od granicy z Czechami i sto dwadzieścia kilometrów od granicy z Austrią, w miejscowości o nazwie Regensburg znajduje się zamek rodu Thurn und Taxis. Stąd też nazwę wziął, znajdujący się w pobliżu, książęcy browar, w którym specjał w stylu roggenbier z powodzeniem warzy się do dziś. Produkcja, co prawda, na jakiś czas została przeniesiona do Monachium, po wykupieniu browaru przez potentata na niemieckim rynku, jakim jest Paulaner, ale obecnie piwo to ponownie warzy się w Regensburgu. Przyzwyczailiśmy się do tego, że z żyta z powodzeniem można robić napoje alkoholowe, ale nigdy do tej pory nie było to piwo. Na świecie jest stosunkowo niewielu przedstawicieli tego gatunku, więc z tym większą ciekawością przystąpiliśmy do degustacji. Piwo, w ogólnym zarysie, bardzo przypomina ciemne piwa pszeniczne. Mamy tutaj ciemną, herbacianą barwę oraz naturalne dla stylu, obecne zarówno w smaku jak i zapachu, nuty goździkowe, owocowe i bananowe. Piwo w smaku delikatnie odbiega od typowych pszeniczniaków odrobinę większą ilością słodyczy. To, co również odróżnia go od większości piw pszenicznych, z którymi mieliśmy do czynienia, to dość słabe nagazowanie oraz mizerna i mało trwała piana. Bardzo indywidualną cechą jest też specyficzny, zbożowy, odrobinę chlebowy smak, którego nie potrafiliśmy zidentyfikować i założyliśmy, że to właśnie musi być sprawa użytego żyta. Ponieważ w składzie zauważyliśmy obecność słodów: żytniego, jęczmiennego i pszenicznego, jesteśmy bardzo ciekawi, jaki tak na prawdę ilościowy udział w całym procesie ma słód żytni. Mimo, że Thurn und Taxis Roggen daleko było do podium, to załapało się na górną połowę tabeli rankingowej, a jednocześnie było najciekawszą dla nas pozycją spotkania, która w bardzo dużym stopniu wzbogaciła nasze piwne doświadczenia.

O jedno piwo za dużo

Tuborg Pilsener Tuborg Pilsener, czyli piwo jedno z wielu. Na Thurn und Taxis powinniśmy byli zakończyć spotkanie dwunaste, ale niestety tak się nie stało. W lodówce czekał na nas jeszcze jeden zawodnik, będący trzecim przedstawicielem Danii na naszych spotkaniach. Ciężko powiedzieć jak naprawdę smakował Tuborg Pilsener, gdyż musielibyśmy cofnąć się w czasie o kilkadziesiąt lat. Browar Tuborg już dawno został stopniowo przejęty przez koncern Carlsberg, którego jedynym pomysłem na utrzymanie marki, było zamknięcie konkurencyjnego jeszcze niedawno browaru i rozproszenie produkcji przechmielonego lagera bez smaku, pod nazwą Tuborg, po Europie i Azji. Po tak niecodziennym i ciekawym piwie, jakim było Thurn und Taxis Roggen, Tuborg Pilsener nie mógł zrobić na nas żadnego wrażenia. Ot kolejny koncernowy, absolutnie komercyjny, może i nie najgorszy, ale ciągle masowy produkt. Do tego wygórowana, jak na polski rynek cena, ponad dwukrotnie wyższa od rodzimych produktów tej klasy, sprawia, że z pewnością nigdy do tego piwa nie powrócimy. Szkoda, że spotkanie zakończyliśmy właśnie z tym smakiem na ustach. Zapraszamy jutro do zapoznania się z rankingiem dwunastego spotkania.

Ranking Spotkania 12 (06.2011)

1
Ott Weissbier
Kraj:
Niemcy
Gatunek:
Wiezen Hell
Ott Weissbier
Pojemność:
0,5 l
Alkohol:
5,2%
Cena/0,5l:
5,00 zł
Jakość:
Cena:
Jakość/Cena:
9 Stars (9 / 10)
8 Stars (8 / 10)
8.5 Stars (8.5 / 10)
2
Duvel
Kraj:
Belgia
Gatunek:
Belgian Strong Ale
Duvel
Pojemność:
0,33 l
Alkohol:
8,5%
Cena/0,5l:
18,18 zł
Jakość:
Cena:
Jakość/Cena:
8.5 Stars (8.5 / 10)
0 Stars (0 / 10)
5 Stars (5 / 10)
3
Švyturys Nefiltruotas Raw
Kraj:
Litwa
Gatunek:
Keller Bier
Švyturys Nefiltruotas Raw
Pojemność:
0,5 l
Alkohol:
5,2%
Cena/0,5l:
4,50 zł
Jakość:
Cena:
Jakość/Cena:
8 Stars (8 / 10)
8.5 Stars (8.5 / 10)
8 Stars (8 / 10)
4
Plain Porter
Kraj:
Irlandia
Gatunek:
Stout
Plain Porter
Pojemność:
0,33 l
Alkohol:
5,0%
Cena/0,5l:
10,61 zł
Jakość:
Cena:
Jakość/Cena:
7.5 Stars (7.5 / 10)
2.5 Stars (2.5 / 10)
5.5 Stars (5.5 / 10)
5
Gessner Heller Doppel-Bock
Kraj:
Niemcy
Gatunek:
Doppelbock
Gessner Heller Doppel-Bock
Pojemność:
0,5 l
Alkohol:
7,5%
Cena/0,5l:
7,59 zł
Jakość:
Cena:
Jakość/Cena:
7 Stars (7 / 10)
5.5 Stars (5.5 / 10)
6.5 Stars (6.5 / 10)
6
Velkopopovický Kozel Černy
Kraj:
Czechy
Gatunek:
Dark lager
Velkopopovický Kozel Černy
Pojemność:
0,5 l
Alkohol:
3,8%
Cena/0,5l:
1,80 zł
Jakość:
Cena:
Jakość/Cena:
6.5 Stars (6.5 / 10)
10 Stars (10 / 10)
8 Stars (8 / 10)
7
Franziskaner Weissbier Kristallklar
Kraj:
Niemcy
Gatunek:
Weizen Kristallklar
Franziskaner Weissbier Kristallklar
Pojemność:
0,5 l
Alkohol:
5,0%
Cena/0,5l:
5,29 zł
Jakość:
Cena:
Jakość/Cena:
6 Stars (6 / 10)
7.5 Stars (7.5 / 10)
6.5 Stars (6.5 / 10)
8
Thurn und Taxis Roggen
Kraj:
Niemcy
Gatunek:
Roggenbier
Thurn und Taxis Roggen
Pojemność:
0,5 l
Alkohol:
5,3%
Cena/0,5l:
7,29 zł
Jakość:
Cena:
Jakość/Cena:
5.5 Stars (5.5 / 10)
5.5 Stars (5.5 / 10)
5.5 Stars (5.5 / 10)
9
Fuller’s London Pride
Kraj:
Wielka Brytania
Gatunek:
Pale Ale
Fuller’s London Pride
Pojemność:
0,5 l
Alkohol:
4,7%
Cena/0,5l:
8,99 zł
Jakość:
Cena:
Jakość/Cena:
5.5 Stars (5.5 / 10)
4 Stars (4 / 10)
5 Stars (5 / 10)
10
O’Hara’s Irish Red
Kraj:
Irlandia
Gatunek:
Irish Red Ale
O’Hara’s Irish Red
Pojemność:
0,5 l
Alkohol:
4,3%
Cena/0,5l:
8,00 zł
Jakość:
Cena:
Jakość/Cena:
5 Stars (5 / 10)
5 Stars (5 / 10)
5 Stars (5 / 10)
11
Oettinger Wiezen & Erdbeere
Kraj:
Niemcy
Gatunek:
Weizen Mix
Oettinger Wiezen & Erdbeere
Pojemność:
0,33 l
Alkohol:
2,5%
Cena/0,5l:
8,32 zł
Jakość:
Cena:
Jakość/Cena:
4.5 Stars (4.5 / 10)
4.5 Stars (4.5 / 10)
4.5 Stars (4.5 / 10)
12
Tuborg Pilsener
Kraj:
Dania
Gatunek:
Pilsener
Tuborg Pilsener
Pojemność:
0,5 l
Alkohol:
4,9%
Cena/0,5l:
5,49 zł
Jakość:
Cena:
Jakość/Cena:
4 Stars (4 / 10)
7.5 Stars (7.5 / 10)
5.5 Stars (5.5 / 10)
13
Zawiercie Czekoladowe
Kraj:
Polska
Gatunek:
Stout
Zawiercie Czekoladowe
Pojemność:
0,5 l
Alkohol:
6,0%
Cena/0,5l:
4,90 zł
Jakość:
Cena:
Jakość/Cena:
3.5 Stars (3.5 / 10)
8 Stars (8 / 10)
5.5 Stars (5.5 / 10)
14
Maćkowe Miodowe
Kraj:
Polska
Gatunek:
Aroma
Maćkowe Miodowe
Pojemność:
0,5 l
Alkohol:
6,0%
Cena/0,5l:
4,49 zł
Jakość:
Cena:
Jakość/Cena:
3 Stars (3 / 10)
8.5 Stars (8.5 / 10)
5 Stars (5 / 10)
15
Konstancin Czarny Dąb
Kraj:
Polska
Gatunek:
Dark Lager
Konstancin Czarny Dąb
Pojemność:
0,5 l
Alkohol:
7,5%
Cena/0,5l:
4,60 zł
Jakość:
Cena:
Jakość/Cena:
2.5 Stars (2.5 / 10)
8.5 Stars (8.5 / 10)
5 Stars (5 / 10)
16
Brasserie
Kraj:
Francja
Gatunek:
Pale Lager
Brasserie
Pojemność:
0,25 l
Alkohol:
4,8%
Cena/0,5l:
4,00 zł
Jakość:
Cena:
Jakość/Cena:
2 Stars (2 / 10)
9 Stars (9 / 10)
5 Stars (5 / 10)