Kategoria : Słowacja

Wycieczka po Europie 2/3

Zlatý Bažant Tmavý Zlatý Bažant Tmavý, czyli przerwana passa. Po czterech pierwszych piwach, z których każde pozytywnie pobudzało nasze kubki smakowe,  sięgnęliśmy po ciemnego Lagera produkowanego przez naszych południowych sąsiadów. Nie będę owijał w bawełnę: tak słabego piwa dawno nie piliśmy. Zaraz po otwarciu butelki uderzył nas dość nieprzyjemny zapach, który na szczęście szybko się ulotnił. Po nalaniu można zaobserwować wręcz czarną barwę, która przekłada się na zbyt mocny smak palonego słodu. Do tej pozycji z pewnością nie powrócimy.

Po sąsiedzku 1/3

Zlatý Bažant Zlatý Bažant, inými slovami – svetové slovenské pivo. Złoty Bażant to najpopularniejsza marka słowackiego piwa, w niektórych krajach sprzedawana pod nazwą Golden Pheasant. Złoty Bażant to pilsner o przyjemnym goryczkowym smaku. Złocista barwa, przyjemny poziom wysycenia gazem, gruba, ale niezbyt trwała piana. Piwo nie wyróżnia się szczególnie pośród trunków zza naszej południowej granicy. Niestety nie wyróżnia się także niczym innym. Solidny europejski poziom to zazwyczaj jednak dla nas za mało.

Niemcy vs Słowacja 3/3

Šariš Premium Šariš Premium, czyli kolejny nieudany występ Słowacji. Był to jeden z dwóch pilznerów jakie znalazły się w czwartym zestawieniu i z pewnością o jeden za dużo. O tym piwie nie będę się rozpisywał, gdyż szkoda mi czasu zarówno swojego jak i waszego. Z niecierpliwością oczekiwaliśmy, by ujrzeć tak upragnione dno szklanki i przejść do następnych pozycji… ale o tym następnym razem.

Otwarcie szóstego spotkania 1/3

Pora w końcu rozpocząć przegląd szóstego spotkania, z którym, przyznając się bez bicia, nieco się ociągaliśmy. Na początek zestaw: Słowacja, Wielka Brytania oraz Polska.

Kelt Výčapný Kelt Výčapný, lekka dziesiątka. Kelt w wersji 10% jest bardzo lekkim piwem odpowiednim raczej na letnie upały niż zimowe wieczory. Jasny kolor, piana obfita ale niestety szybko opadająca. Smak delikatnie goryczkowy. Nietypowa dla polskiego rynku niższa zawartość ekstraktu chmielowego może powodować u niektórych wrażenie rozwodnienia piwa, ale taka już jest przypadłość desiatek zza naszej południowej granicy. Kelta polecamy lubiącym wypić lekkie, ale nie pozbawione treści piwo dla ugaszenia pragnienia. U nas jako pierwsza pozycja spotkania sprawdził się perfekcyjnie.

Jest słabo

Kachelmann Classic Kachelmann Classic, prosto z mostu – słabe piwo. Piwo słabe dosłownie, bo ma tylko 3.6% alkoholu, ale także i w przenośni, bo ciężko nam cokolwiek dobrego powiedzieć na jego temat. Trunek Pivovaru Steiger charakteryzuje się: brakiem piany, brakiem gazu, brakiem koloru i nieco odrzucającym smakiem. Może to i budżetowa pozycja, bo tylko 40 eurocentów, może i o mniejszej zawartości ekstraktu, bo tylko 8%, może też i my jesteśmy już zmęczeni, bo to końcówka spotkania, ale po browarze rodem ze Słowacji spodziewaliśmy się nieco więcej. Może w innym czasie, w innym życiu, może gdybyśmy mieszkali gdzieś w Skandynawii, to w tym lekkim pilznerze udałoby nam się dostrzec  jakieś zalety, ale mając porównanie do innych browarów zza naszej południowej granicy nie możemy mieć litości dla Kachelmanna. Zdecydowanie ląduje na końcu.

Ostatnia szansa Słowacji

Gemer Standard Gemer Standard, mocna goryczka. Spotkanie zamknęliśmy kolejnym słowackim pilznerem, tym razem o jeszcze mniejszej mocy wynoszącej 3,1%. Po bardzo nieudanym występie piwa Kachelmann Classic, które piliśmy chwilę wcześniej, zadanie stojące przed Gemer’em wydawało dość łatwe. Barwa piwa okazała się idealna, złota, bez wrażenia wodnistości. Z pianą było już trochę gorzej, bo praktycznie jej nie było. W smaku dominuje silna goryczka i smak chmielu, jak to na pilznera przystało. Poza tym smak wydaje się bardzo ubogi, lekko wodnisty, bez wyraźnych akcentów. Jest to piwo, które świetnie gasi pragnienie, co w połączeniu ze słabą mocą czyni go dobrą pozycją na upały, gdy mamy ochotę wypić więcej niż jedną butelkę, nie powodując jednocześnie stanu upojenia alkoholowego. Jest to jedna z pozycji, do których raczej nie powrócimy, ale też nie będziemy jej jakoś szczególnie unikać. Ot po prostu kolejne przeciętne piwo. Ilu rywali udało mu się pokonać dowiecie się z rankingu podsumowującego ósme spotkanie, który opublikujemy już niebawem.

Spragniony mnich

Smadny Mnich Smädný Mnich, dla wszystkich spragnionych. Pierwsza pozycja spotkania przybyła do nas prosto ze Słowacji. Już na pierwszy rzut oka sympatię wzbudza dość swojska, prosta i przejrzysta etykieta na butelce z ciemnego szkła. W środku mamy světlý ležák, czyli jasny, dość lekki lager, typowy dla naszych południowych sąsiadów. Piana na piwie gruboziarnista, obfita, ale niestety krótkotrwała. Mamy tutaj dość umiarkowaną goryczkę, ale za to piwo dobrze nagazowane. Pierwsze piwo spotkania ma kluczowe znaczenie – musi skutecznie ugasić pragnienie. Pod tym względem nie zawiódł nas dobrze schłodzony Smädný Mních, także szczerze polecamy go na upalne dni. Większa ilość także nie powinna zaszkodzić, gdyż piwo zawiera tylko 4.3% alkoholu.

Siła i odwaga

Corgon Corgoň, czyli wszyscy za jednego, a piwo dla wszystkich. Takim mniej więcej hasłem reklamowane jest piwo Corgoň Světlý Ležák. Tekst na etykiecie zaintrygował mnie na tyle, że postanowiłem sprawdzić co to za legendarny Corgoň dał nazwę temu piwo. Według lokalnej legendy w mieście Nitra na Słowacji mieszkał kowal imieniem Corgoň i odegrał niemałą rolę w obronie tego miasta przed atakiem osmańskich Turków. W czasie ataku na mury zamku zrzucał on na najeźdźców ogromne głazy. Rzekomo jednak bardziej niż spadających z góry skał Turcy przestraszyli się jego demonicznej, czarnej jak węgiel twarzy. Ile w tym prawdy, to nigdy nie wiadomo, ale co wiemy na pewno to to, że piwo nazwane jego imieniem trzyma dobry poziom. Dwie podstawowe obserwacje to obfita piana oraz mocna goryczka chmielowa, choć momentami w smaku można doszukać się delikatnie słodkawego posmaku. Piwo w klasycznej butelce z bardzo gustowną etykietą. Po niedawnych przygodach z słabszymi piwami z Słowacji w czasie poprzedniego spotkania, tym razem trafił nam się bardzo przyzwoity lager. Oby takich więcej.

Tesco Finest – Unfiltered Ale

DSC_0562 Tesco Finest – Unfiltered Ale. Tesco w wersji premium. Jakiś czas temu w Tesco pojawiła się seria piw pod marką Tesco Finest. I nie chodzi tu low-cost’owe lagery które ma każda większa sięć pod marką własną, ale o piwo z zdecydowanie wyższego segmentu. Podobno w Wielkiej Brytanii piwa pod tą marką warzy dla Tesco sam Brewdog. Wszystkich którzy mają nadzieję na Brewdog’owe piwo w Polsce za 3,99 zł muszę jednak zmartwić. To co dostępne jest w Polsce pod tą marką to piwo warzone przez niewymieniony z nazwy browar na Słowacji. Słowackie piwowarstwo nie słynie z Pale Ale, IPA czy Porterów, a takie znajdują się w tej serii, ale nie skreślajmy piwa już na starcie i dajmy mu szansę. Czytaj dalej

Tesco Finest – Wheat

DSC_0566 Tesco Finest – Wheat. Tesco po raz drugi. Razem z próbowanym niedawno APA zakupiłem też miedzy innymi pszenicę z serii Tesco Finest. Butelka identyczna jak ostatnio, cena także ta sama. O ile w przypadku American Pale Ale to jak na nasze warunki cena nie była wygórowana, to w tym przypadku już cztery złote za małą butelkę piwa pszenicznego to wydatek większy od tego do czego jesteśmy przyzwyczajeni na naszym rynku. Zwłaszcza jeśli popatrzeć na degustowanego wcześniej wyśmienitego Kulta za 3,29 za pół litrową butelkę. Od złotówki w jedną czy drugą raczej nie zbankrutujemy także sprawdźmy co tam Tesco oferuje jako piwo pszeniczne jasne, górnej fermentacji, niefiltrowane.  Tak jak wcześniej wyprodukowane dla Tesco na Słowacji. Czytaj dalej

Tesco Finest – Porter

DSC_0644 Tesco Finest – Porter. Angielski porter w brytyjskim Tesco, wyprodukowany na Słowacji. To już będzie ostatnie piwo z serii Tesco Finest wspomniane tutaj. Po Unfiltered Ale i Wheat na koniec został do spróbowania porter w stylu angielskim. Tak samo jak w przypadku pozostałych piw z tej serri, mamy tutaj butelkę 0,33 litra z czarna etykietą. Wszystkie piwa uwarzone są w niewymienionym z nazwy browarze na Słowacji. Cena także ta sama – 3,99. Porter angielski to nie jest zbyt porywający styl, także nie spodziewam się tutaj rewelacji, ale jest potencjał na to, żeby było przynajmniej przyzwoicie. Spróbujmy więc co też dla Tesco nawarzono w tym stylu na Słowacji. Czytaj dalej