Kategoria : Polska

Miód i pszenica

Cornelius Honig Weizen Cornelius Honig Weizen, czyli słodkie zakończenie. Piwa pszeniczne uwielbiamy, dodatkiem miodu, od czasu do czasu, także nie pogardzimy. Póki co zapowiada się ciekawie. Na początek produkt browaru Sulimar nieco zaskoczył nas dość ubogą pianą. Zaznaczyć jednak trzeba, że piana pomimo tego, że mizerna, była dość trwała. Barwa taka jakiej można się spodziewać – mętna i miodowa. Piwo słodkie, ale tym też nie można być zaskoczonym. Nie czuć za to w ogóle drożdży, aromat miodu przykrywa dość szczelnie inne walory smakowe. Tego Corneliusa na pewno można polecić fanom piw aromatyzowanych, a także tradycyjnym piwoszom jako ciekawą odmianę. Trzeba przyznać, że browar z Piotrkowa Trybunalskiego trzyma przyzwoity poziom.

Tym słodkim, miodowym akcentem zakończyliśmy siódmą edycję naszej piwnej imprezy. Podsumowanie już niebawem.

Specjalna okazja

Brackie Mastne Brackie Mastne, czyli 1200-lecie Cieszyna. Stare podanie głosi, że miasto założyli w 810 roku trzej bracia: Bolko, Leszko i Cieszko. Ta legenda czyni Cieszyn jednym z najstarszych miast w Polsce. Tradycje piwowarskie w tym mieście sięgają XV wieku, a w 1840 Habsburgowie rozpoczęli budowę nowoczesnego browaru, który działa nieprzerwanie od 1846 do dzisiaj. W 2010 dla uczczenia rocznicy założenia Cieszyna w Brackim Browarze Zamkowym uwarzono po raz pierwszy piwo Brackie Mastne. Nazwa Mastne nawiązuje do pierwszej udokumentowanej nazwy cieszyńskiego piwa pochodzącej z XVII wieku. Tyle na temat historii, przejdźmy do samego piwa. Brackie Mastne powstaje z czterech rodzajów słodów: pilzneńskiego, monachijskiego, karmelowego oraz pszenicznego. Piwo ma bursztynową, dość ciemną barwę. Piana na piwie jest umiarkowana, ale pozostaje do samego końca. Piwo złożone, ciężkie i mocne w smaku. Nie brak w nim wyraźnej goryczki. To okazjonalne piwo to bardzo miły ukłon koncernu Heineken/Żywiec, który obecnie jest właścicielem browaru, w stronę lokalnej tradycji i historii.

Pierwszy raz tęsknimy za smakiem portera

Cornelius Baltic Porter Cornelius Baltic Porter, czyli cukier w butelce. Przyszedł czas na kolejnego przedstawiciela gatunku, który nie cieszy się u nas popularnością. Do zakupu zachęciła nas informacja o 12-tygodniowym okresie leżakowania tego trunku oraz jego rodzime pochodzenie. Jest to piwo niefiltrowane, co również w większości przypadków poprawia walory smakowe. Jak zawsze w pierwszej kolejności przystąpiliśmy do oceny walorów wizualnych. Piwo jest mętne, o barwie czarnej z wiśniowymi akcentami, jak na portera niezbyt intensywnej.  Piana opadała w oczach, nie pozostawiając po sobie śladu. Degustacja tego piwa przypomniała mi czasy, kiedy będąc dzieckiem po kryjomu opróżniałem zawartość cukierniczki. Piwo jest niesamowicie słodkie, co może zapowiadać informacja o dodatku cukru znajdująca się na etykiecie. W połączeniu z bardzo trudno wyczuwalnym smakiem palonego słodu, daje to wrażenie jakby piwo nie odfermentowało w odpowiednim stopniu, bądź jakby cukier został dodany już po przerwaniu procesu fermentacji. Byliśmy pewni, że gorszego piwa tego wieczoru już nie skosztujemy i niewiele się pomyliliśmy.

Ukryta moc

Magnus Magnus, perełka z browaru Jagiełło. Po trzech latach od debiutu na rynku, jako dziewiąta pozycja ósmego spotkania w naszych kuflach zawitał Magnus. Produkowany jest on z pięciu różnych słodów (dwóch karmelowych: jasnego i ciemnego, monachijskiego, pilzeńskiego oraz barwiącego). Nie jest to jeszcze gwarant dobrego piwa, ale z pewnością znak, że nie jest to jeden z masowych produktów koncernowych. Z etykiety dowiadujemy się również, że piwo jest dosładzane, co nie nastraja nas pozytywnie, szczególnie, że 40 minut wcześniej mieliśmy do czynienia z innym dosładzanym produktem, którego smak, jak mogliście przeczytać, zupełnie nie przypadł nam do gustu. Jeżeli chodzi o barwę to jest ona czarna, ale przepuszczająca światło. Smak bardzo słodki z mocno wyczuwalną karmelową nutą. To, co w tym piwie urzeka to bardzo dobrze ukryty i praktycznie niewyczuwalny smak alkoholu, którego wcale nie jest tak mało. Mimo, że nasze preferencje piwne są odrobinę inne i Magnus wylądował dopiero kilka pozycji za podium, to nie możemy powiedzieć o nim złego słowa. Jest to obowiązkowa pozycja w lodówce każdego smakosza słodkich piw, do której i my od czasu do czasu chętnie wrócimy.

Miodowe odurzenie

Kiper Extra Strong Kiper Extra Strong czyli mieszane uczucia. Po ugaszeniu pragnienia, postanowiliśmy spróbować czegoś mocniejszego i słodszego. Na stole pojawił się zawodnik z browaru Sulimar w Piotrkowie Trybunalskim. To, co razi na pierwszy rzut oka, to koszmarna, tandetna etykieta w czarno czerwonej stylistyce. Przywodzi ona na myśl tanie produkty, kierowane do osób szukających w piwie alkoholu, a nie smaku. Jedynie cena nieco powyżej 4zł zatarła to wrażenie i skłoniła nas do zakupu. Ciemnozłota, intensywna barwa piwa jest zdecydowanie zachęcająca. Piana niestety utrzymuje się mniej więcej tyle czasu, ile potrzeba na podniesienie kufla do ust. Mocną stroną Kipera jest przyjemny, mocno miodowy zapach. Po tych wszystkich zapowiedziach niestety przychodzi lekkie rozczarowanie smakiem. Mocno wyczuwalny alkohol, czego można było się spodziewać po piwie o mocy 8,1%, zdecydowanie nie jest tym, czego szukamy w piwach miodowych. Bardzo intensywny smak miodu trochę to rekompensuje, szczególnie, że jest to jedno z nielicznych piw, w których miodowy posmak rzeczywiście przypomina dobrej jakości miód naturalny. Gdyby zmniejszyć moc i zastąpić smak alkoholu przyjemną goryczką, której w tym piwie brakuje to otrzymalibyśmy produkt idealny. A tak niestety Kiper będzie musiał zawędrować w dolne partie tabeli.

Kormorana piwo orkiszowe

Orkiszowe Orkiszowe, czyli zmętnienie i osad na dnie butelki są zjawiskami naturalnymi. Orkiszowe z browaru Kormoran to jasny lager na bazie słodu jęczmiennego oraz orkiszowego. Wśród składników znajdziemy także wodę, chmiel oraz drożdże i nic ponadto!  Do tego niefiltrowane! Jeśli oceniać tylko po samej etykiecie to powinno być dobrze. Barwa piwa słomkowa, lekko mętna. W smaku wyczuwalne drożdże, a po przełknięciu zostaje delikatnie słodkawy posmak. Orkiszowe to bardzo ciekawe piwo, trochę przypomina piwa pszeniczne, ale nie do końca. Nie ma się czemu dziwić skoro mamy tu 45% słodu orkiszowego (prastara odmiana pszenicy) i 55% jęczmiennego. To zestawienie zdecydowanie przypadło nam do gustu. Browarnikom z Olsztyna należą się gratulacje za ten jakże udany piwny eksperyment. Jakby tego wszystkiego było mało, postarano się o bardzo ładną i ciekawie zaprojektowaną etykietę. Butelka jak najbardziej wyróżnia się na sklepowej półce, a u nas ląduje na samym przodzie, zdecydowanie wyprzedzając piwa przetestowane przez nas do tej pory na dziewiątym spotkaniu.

Ciemna Fortuna

Czarne Fortuna Czarne, czyli ciemność, widzę ciemność. Krótko i na temat podsumowuje to piwo już sama etykieta: Czarne (piwo ciemne dosładzane). Fortuna Czarne to piwo dosładzane i karmelem i cukrem i czymś tam jeszcze. Niby receptura i sposób produkcji to kontynuacja wielkopolskiej tradycji, niby produkt tradycyjny, ale do nas jakoś to nie przemawia. Piwo ekstremalnie słodkie, mocno palone. Ciężkie i szybko męczy, pomimo, że zawiera tylko 5.8% alkoholu. Niby trochę piwo, niby trochę cola. Zapewne znajdą się miłośnicy tego produktu browaru w Miłosławiu, ale raczej długo nie będziemy to my. Jak dla nas jedna testowa butelka wystarczy na jakiś czas, ale pewnie spróbujemy jeszcze innych piw z Fortuny, gdyż doceniamy odwagę tych którzy nie boją się eksperymentować.

Coś poszło tutaj nie tak

Miodowe Miodowe, piwo które powali nawet niedźwiedzia. Lubimy od czas do czasu spróbować piwa miodowego, więc skusiliśmy się na ciekawostkę pod tytułem Oryginalne Piwo miodowe z browaru Koreb w Łasku. Z etykiety dowiemy się, że piwo i długo leżakowano i że uwarzono z miodu leśnego i że metodą starą i tradycyjną. Dowiemy się także, że jest to produkt wpisany na Listę Produktów Tradycyjnych Ministerstwa Rolnictwa. Ale nie historia i receptura jest tutaj najważniejsza, przejdźmy więc do samego piwa. Miodowe to dość ciemny i mętny trunek. Piwo w smaku jednocześnie i za słodkie i za kwaśne. Gazu ewidentnie brakuje, a piany też ciężko się dopatrzeć. Pomimo zawartości alkoholu na poziomie 8% nie czuć tej mocy, co jest jedną z niewielu pozytywnych cech tego piwa. Widać, że twórcy piwa włożyli trochę pracy w projekt etykiety, ale do nas jakoś ten miś nie przemawia. Może to nie był dobry dzień, może trafiliśmy na mniej udaną partię, ale zarówno za walory smakowe jak i wizualne zgodnie umieszczamy Miodowe z browaru Koreb na samym końcu naszego rankingu.

Piwo krzepi

Krzepkie Krzepkie, czyli prawdziwie treściwe piwo. Po ostatnich doświadczeniach z Orkiszowym z browaru Kormoran postanowiliśmy sięgnąć po kolejne piwo z tego olsztyńskiego browaru. Tym razem padło na piwo o swojsko brzmiącej nazwie Krzepkie. Krzepkie to tradycyjne jasne, mocne piwo na bazie słodu jęczmiennego. Jak można było się spodziewać po nazwie, alkoholu mamy tutaj więcej niż zwykle, bo aż 7.4%. Piwo jest średnio nagazowane, a piana znika dość szybko. Trunek jest mocny w smaku, goryczkowy. Nazwa piwa dość dobrze odzwierciedla jego smak. Treściwy smak psuje nieco przebijający się smak alkoholu, ale nie tyle by nie docenić pozostałych walorów smakowych. Ocena ogólna piwa dość dobra, choć wrażenia estetyczne psuje nieco niezbyt udana etykieta piwa. Przed nami jeszcze kilka piw, także ciężko wyrokować gdzie w naszym rankingu znajdzie się Krzepkie, ale co wiemy już teraz – nie będzie pierwsze.

Kolejne podejście do portera bałtyckiego

Porter Warmiński Porter Warmiński, czyli porterowe osiągnięcia z Warmii. W bogatej ofercie browaru Kormoran nie mogło zabraknąć portera bałtyckiego. Pomimo, że nie jest to nasz ulubiony gatunek, to nie możemy nie spróbować. W składzie mamy słód pilzneński, karmelowy i palony. Piwo bardzo ciemne, prawie nie przepuszcza światła. Piana wysoka i dość stabilna, opada bardzo powoli. Smak taki jakiego się spodziewaliśmy, czyli typowo porterowy. Piwo bardzo słodkie, z posmakiem kawowo-czekoladowym. Jak przystało na bałtycki porter mamy tu słuszny woltaż na poziomie 9%. Co ciekawe piwo jest niefiltrowane, ale nie jest zawiesiste. Zapewne to zasługa długiego leżakowania jakiemu zwykle poddawane są portery. W związku z tym, że porterów w Polsce jak na lekarstwo, to doceniamy także i ten z Olsztyna, ale liczyliśmy na więcej. W zestawieniu przygotowanym na dziesiąte spotkanie znalazły się, aż dwa portery, także będziemy mieli szanse porównać je bezpośrednio. Póki co Warmiński ląduje u nas niestety bliżej końca stawki.

Porterowy przełom

Ciechan Porter Ciechan Porter, czyli coś drgnęło. Bez entuzjazmu sięgamy po już drugiego tego wieczoru portera. Piwa z browaru Ciechan zwykle trzymają przyzwoity poziom, ale bałtyckiego portera nieco się boimy. Producent na etykiecie zapowiada ciemne, mocne i klarowne piwo z kremową pianką bez żadnych ulepszeń. Po składzie widzimy, że faktycznie ulepszaczy w nim nie ma. Ale co do kremowej piany to możemy polemizować. Kosztowane przez nas piwo piany nie miało w ogóle, tak samo jak gazu. Zapach za to jest dość obiecujący. Smak jak najbardziej poprawny, przebijają się smaki palone, kawowo-karmelowe, ale dokucza nam brak gazu. Piwo zawiera 9% alkoholu, ale pomimo tego nie czuć tej mocy w smaku. Co rzadkie, pomimo, że to porter to piwo nas nie męczy. Portery bałtyckie to nie nasza liga, ale chyba jest to jeden z lepszych porterów bałtyckich. Czarno-złota etykieta dość dobrze pasuje do charakteru piwa utwierdzając nas w przekonaniu, że to piwo zasługuje na przyzwoite miejsce w rankingu.

Została tylko nazwa

Rybnicki Niepasteryzowane Rybnicki Niepasteryzowane, czyli zagrywka marketingowa. Przez długie lata w Rybniku działał browar warzący piwo na lokalny rynek. Założony w 1880 browar po kilku zmianach własnościowych w 2004 zaprzestał produkcji piwa, a następnie został rozebrany i postawiono na jego miejscu centrum handlowe. Tak skończyło się warzenie piwa w tym śląskim mieście. Marketingowcom z Royal Unibrew nie przeszkadza jednak to w tym, żeby piwo nazwać Rybnickim. No i mamy Rybnicki Niepasteryzowane, tyle, że z Rybnikiem poza nazwą i herbem miasta na etykiecie to piwo nie ma zbyt wiele wspólnego. I nie ma za bardzo czego żałować. Piwo najgorsze  może nie jest, ale chmielu ewidentnie mu brakuje. Może w innych okolicznościach piwo zawędrowałoby u nas nieco wyżej, ale w zestawieniu dziesiątego spotkania wypada blado i ląduje blisko końca.

Drugi Grand Champion

Brackie Pale Ale Brackie Pale Ale,  czyli najlepsze piwowarstwo domowe po raz drugi u nas. Zwycięzcą Festiwalu Birofilia 2010 zostało Belgian Pale Ale według receptury pani Doroty Chrapek. Podobnie jak w 2009 piwo według zwycięskiego przepisu uwarzono w Brackim Browarze Zamkowym w Cieszynie w ograniczonej ilości, a sprzedaż rozpoczęto dokładnie 6 grudnia 2010. Piwo uwarzono z czterech słodów: pale ale, monachijskiego, abbey, carabelge i dość solidnie dochmielono. Piany mamy na piwie tylko trochę i nie utrzymuje się ona zbyt długo. Piwo ma piękną, bursztynową barwę, a w smaku przez dość wyrazistą goryczkę przebijają się aromaty karmelowych słodów. Etykieta tego, jakby nie patrzeć, dość specjalnego piwa niestety nie wzbudza zachwytu. Słowo Belgijskie umieszczone na etykiecie także nieco nas zmyliło, bo przyzwyczajeni do tamtejszych piw, spodziewaliśmy się czegoś trochę innego, ale i tak czujemy się usatysfakcjonowani. Póki co, w naszym subiektywnym rankingu, Grand Champion 2010 ląduje w środku stawki.

Twierdzowe z Raciborza

Twierdzowe Piwo Twierdzowe, czyli solidny polski lager. Jako następne piwo jedenastego spotkania w naszych kuflach zawitało Piwo Twierdzowe, uwarzone w Browarze Zamkowym w Raciborzu. Do skosztowania zachęca nas kilka rzeczy: od ciekawej etykiety w stylistyce nawiązującej do szlacheckich tradycji, przez podany pełny skład piwa nie zawierający żadnych zbędnych dodatków, po informację o fermentacji w otwartych kadziach i dość długim leżakowaniu. Przy bardzo atrakcyjnej cenie tworzy to produkt, którego żaden miłośnik piwa nie ominie wzrokiem na sklepowej półce. Z etykiety bije dodatkowo ogromny napis „niepasteryzowane”, który jakoś szczególnie nas nie wzrusza. Od pewnego czasu ten napis umieszczany jest na sporej ilości piw tylko w celach marketingowych, a producenci piw wyjaławiają je innymi metodami, w tym filtracją. Twierdzowe, przy swojej idealnej klarowności, z pewnością doskonale wpisuje się w ten trend. Jeżeli chodzi o pianę to pojawiła się w dość ubogich ilościach i znudzona naszym towarzystwem dość szybko postanowiła się ulotnić. Barwa wzorcowa, złota, o porządnej intensywności. Smak idealnie wpisuje się w gatunek. Mamy tutaj dobrze wyważoną goryczkę, przyjemny chmielowy aromat i słodowe posmaki. Wszystkiego dokładnie tyle ile być powinno, łącznie z alkoholem na umiarkowanym poziomie 4,5%. Przy tak poważnych konkurentach, nie miało szans na zwycięstwo, ale ostatecznie pokonało dokładnie tylu rywali ilu ustąpiło, co czyni go bardzo mocną pozycją na naszych piwnych listach zakupowych.

Piwne eksperymenty Browaru Konstancin

Konstancin Czarny Dąb Czarny Dąb, czyli autorskie pomysły browarników z Konstancina. Cieszy nas, że polskie browary próbują czasem eksperymentować. Rezultaty tych eksperymentów bywają różne, ale i tak warto skosztować. Z tego właśnie powodu zgarnęliśmy ze sklepowej półki piwo o nazwie Czarny Dąb z browaru Konstancin. Obecność składników takich jak: prażona cykoria, prażony burak cukrowy czy cukier nie napawa nas optymizmem, ale zobaczymy co z tego wyszło. Piana na piwie jest bardzo wysoka i utrzymuje się dość długo. W smaku dominuje smak palonego słodu z przebijającym lekko aromatem kawowym. Piwo nie ma w sobie słodyczy, której można by się spodziewać. Zamiast tego mamy tutaj goryczkę i nieco kwaskowaty smak. Pomimo, że piwo zawiera aż 7.5% alkoholu to jego smak jest dość dobrze zamaskowany aromatami palonego słodu i aromatycznego chmielu. Etykieta piwa nie budzi większych zastrzeżeń, jest prosta i estetyczna. Pomimo szczerych chęci ocenienia tego piwa wyżej, niestety nie możemy tego zrobić. Ocena ogólna wypada dość blado. Piwo nie wpasowało się w nasze gusta, ale gratulujemy pomysłu i odwagi jego realizacji.

Wyprodukowano w UE

Maćkowe Miodowe Maćkowe Miodowe, czyli odrobina słodyczy dla spragnionych. Mimo, że było to dopiero piąte piwo dwunastego spotkania, to zdążyliśmy już zapoznać się z efektami użycia kilku surowców łamiących bawarskie prawo czystości piwa. Mieliśmy buraki cukrowe, mieliśmy cykorię, mieliśmy cukier i wreszcie mieliśmy ryż. Nic nie stało zatem na przeszkodzie, aby w kolejnym piwie, nie po raz pierwszy, zapoznać się z efektami użycia miodu. Nasz wybór padł na piwo wyprodukowane w bliżej nieokreślonym browarze, a przynajmniej nie dowiemy się tego z etykiety. Ta uraczyła nas bowiem lakoniczną informacją „Wyprodukowano w UE dla Maćkowe (…)”. Niby nie ma to wielkiego znaczenia, ale ta niewiedza delikatnie nam przeszkadza. Poza miodem w składzie mamy wodę, słód i chmiel, czyli dokładnie to, co piwo powinno zawierać. Jak zwykle po przelaniu piwa do kufli, w pierwszej kolejności naszą uwagę skupiliśmy na barwie i pianie. Tutaj bez rewelacji: barwa jak dla nas za jasna, piany brak. Bardzo delikatny, prawie niewyczuwalny zapach również nie spełnił naszych oczekiwań, przede wszystkim dlatego, że nie wyczuliśmy w nim miodu. Na tym tle przyjemny smak z delikatną miodową nutą zdecydowanie się wyróżnia, szczególnie, że nie przeszkadza mu w tym niezbyt duże wysycenie gazem. Brakuje mu jedynie intensywności, przez co piwo sprawia wrażenie lekko wodnistego. Do zdecydowanych plusów zaliczamy też fakt, że przy mocy 6% zupełnie nie wyczuwamy smaku alkoholu, co sprawiło, że bardzo szybko opróżniliśmy nasze kufle. Mimo swoich plusów, w naszej ocenie Maćkowe Miodowe na ten moment mogło pokonać jedynie mieszankę buraków cukrowych i cykorii. Jak się później okaże, jeszcze tylko jedna pozycja stanie niżej w ostatecznym rankingu.

Wyrób czekoladopodobny

Zawiercie Czekoladowe Zawiercie czekoladowe, czyli jak wprowadzić konsumenta w błąd. Następne piwo sprawiło nam nie lada kłopot z oceną, gdyż do tej pory nie do końca potrafimy je sklasyfikować, mimo że po spotkaniu jeszcze dwukrotnie postanowiłem zdjąć je ze sklepowej półki. Po dłuższej chwili zastanowienia, postanowiliśmy wrzucić je do kategorii „stout”, z racji ciemnej, wręcz czarnej barwy, użycia drożdży górnej fermentacji oraz dodatku słodów palonych (zgodnie z etykietą są to słody karmelowe). Osoby, które poszukują w piwie smaku czekolady, zdecydowanie odsyłamy do innych produktów, gdyż w trunku z Browaru na Jurze ich nie odnajdą. Zarówno w smaku jak i zapachu dominuje palony słód, który skutecznie przesłania pozostałe surowce, użyte do produkcji piwa. Piwo jest mało treściwe, mocno goryczkowe, ze zdecydowanie wyczuwalnym alkoholem, co nie jest przez nas cechą pożądaną. Nie dziwi nas natomiast fakt, że piwo nie jest ani odrobinę słodkie, bo w końcu miał być to, według zapowiedzi producenta, smak gorzkiej czekolady. Tej jednak, jak już wspomniałem wcześniej, nie udało nam się odszukać. Jeżeli mielibyśmy się już doszukiwać jakichkolwiek porównań, to prędzej byłaby to kawa. Tym bardziej zatem myląca jest, zajmująca jedną trzecią etykiety, polująca na miłośników słodkich piw, tabliczka czekolady. Na zakończenie postanowiłem jeszcze odnieść się do często spotykanego zarzutu pod adresem producenta o podanie na etykiecie sprzecznych informacji. Chodzi tutaj o zwrot: „Piwo warzone tradycyjną metodą górnej fermentacji, długo dojrzewające w niskiej temperaturze”. Sprzecznością miałby być fakt, że górna fermentacja odbywa się w wysokich temperaturach.  Otóż spieszę wyjaśnić, że fermentacja i dojrzewanie to dwa odrębne procesy, zatem nic nie stoi na przeszkodzie, aby odbywały się w różnych temperaturach, a co za tym idzie, nie ma tutaj żadnej sprzeczności. Podsumowując, Zawiercie Czekoladowe, jako średniej klasy stout, na ten moment ląduje na trzecim miejscu od końca. Tę pozycję zmieni już tylko najgorsze piwo wieczoru, o którym będziecie mogli przeczytać w dniu jutrzejszym.

Piana mała, szybko siada

Lwówek Belg Lwówek Belg, czyli polskie próby w stylu belgijskim. Coraz częściej polskie browary próbują warzyć piwo w stylu belgijskim. Jednym z nich jest piwo z browaru w Lwówku Śląskim o niedwuznacznej nazwie Belg. Już tradycyjnie, jak tylko dojrzymy takie piwo na sklepowej półce, to natychmiast ląduje w naszym koszyku, a następnie na jednym z naszych piwnych spotkań. Estetyka etykiety przyzwoita, tak jak cała reszta etykiet z ostatniej serii stworzonej przez grafików pracujących dla tego browaru. Tak jak napisaliśmy w tytule, piana niezbyt obfita i dość szybko osiada. W smaku piwa wyczuwamy nietypowe słody. Etykieta niestety nie informuje nas zbyt szczegółowo o składzie piwa, ale podejrzewamy, że w smaku dominuje pale ale. Barwa piwa jest bursztynowa, a w smaku bardzo delikatnie wyczuwalne są aromaty owocowe. Nieśmiało przebija się także chmiel. Pomimo, że piwo zawiera tylko 4.2% alkoholu to wydaje się dość ciężkie. W ogólnej ocenie niestety Belg z Lwówka Śląskiego nas nie zachwyca. Piwo o nazwie Belg mogłoby być nieco mocniejsze i bogatsze w owocowe aromaty, ale i tak gratulujemy odwagi polskim piwowarom. Liczymy na więcej w przyszłości.

Grand Champion Birofilia 2013

Brackie Imperial IPA Brackie Imperial IPA, czyli kto to właściwie jest Czesław Dziełak? Tego piwa właściwie nie trzeba nikomu przedstawiać, przynajmniej nikomu, kto śledzi najważniejsze piwne wydarzenia w naszym kraju. W roku 2013 po raz 11 odbył się Konkurs Piw Domowych na Festiwalu Birofilia w Żywcu. Spośród 432 piw, które wzięły udział w tym konkursie, najlepszym okazało się piwo górnej fermentacji w stylu Imperial India Pale Ale, stworzone przez Czesława Dziełaka, dla którego nie jest to pierwszy wygrany konkurs, ale z pewnością pierwszy, który spowodował, że jego nazwisko stało się tak rozpoznawalne wśród miłośników piwa. Po raz piąty z rzędu nagrodą główną w tym konkursie była możliwość uwarzenia swojego piwa w Brackim Browarze Zamkowym w Cieszynie, w specjalnej limitowanej serii. Owocem tego wysiłku jest właśnie Brackie Imperial IPA, które okazało się przy okazji najlepszym piwem, jakie przyszło nam degustować tego wieczoru. Zacznijmy od nieziemskiego, bogatego, słodkiego zapachu, w którym wyczuwalne są owocowe, cytrusowe nuty i który został zupełnie zdominowany przez aromaty chmielowe. Piana unosząca się na powierzchni jest bardzo obfita i trwała. Piwo jest lekko mętne, o barwie głębokiej, wpadającej w pomarańcz. Przejdźmy teraz do smaku, którego bogactwo ciężko opisać. Tutaj ilość chmielu nas wręcz powaliła i to zarówno mocno wyczuwalną goryczką, jak i niesamowitym aromatem. Złożyło się na to użycie aż siedmiu różnych odmian chmielu, wykorzystanych kilkukrotnie w trakcie warzenia, a także do chmielenia na zimno. Mimo że chmiel absolutnie zdominował jakiekolwiek słodowe posmaki, to z pewnością nie bez znaczenia dla całości ma wykorzystanie aż czterech różnych słodów. Piwo jest niezbyt intensywnie nagazowane i delikatnie szczypie w język. To, co trzeba również podkreślić to fakt, że przy mocy 8,5% zupełnie nie wyczuliśmy smaku alkoholu. Nie jest to być może pozycja do degustacji w większych ilościach, zarówno ze względu na intensywność doznań smakowych, jak i sporą zawartość alkoholu, ale z pewnością mają czego żałować wszyscy ci, którzy nie zaopatrzyli się przynajmniej w jedną butelkę z tej limitowanej serii. Pusta butelka ozdobiona dopracowaną w każdym calu etykietą, nie dającą się nie zauważyć na sklepowej półce, ląduje na pierwszej lokacie naszego rankingu i nie odda jej żadnej z piętnastu pozycji, które były jeszcze przed nami.

Warszawskie Grand Prix

Grand Prix Grand Prix, czyli Czesław Dziełak bierze wszystko. W 2013 roku odbył się po raz pierwszy Warszawski Konkurs Piw Domowych. W szranki konkursu stanął Czesław Dziełak ze swoim American IPA i co nas zupełnie nie dziwi, konkurs ten wygrał. Piwo według przepisu laureata zostało uwarzone w Browarze Ciechan i miało premierę 29 listopada 2013. W związku z tym, że i gatunek podobny, i że też piwo konkursowe, i skład prawie identyczny, i przede wszystkim autor ten sam, przy degustacji Grand Prix nie możemy nie porównywać go do Brackie Imperial IPA. W odróżnieniu od zwycięzcy Birofiliów 2013 tutaj mamy nieco słabsze piwo o zawartości alkoholu 5.4% obj. i ekstraktu 15.5% wag. Oceniając to piwo, na samym początku nie możemy nie zwrócić uwagi na dość amatorsko wyglądająca etykietę – krzywo naklejoną, pogiętą, sprawiającą wrażenie jakby została wydrukowana na domowej drukarce. Brak tu także dedykowanego kapsla, ale musimy przyznać, że standardowy kapsel od Ciechana też jest całkiem przyzwoity. Pierwsze wrażenie z degustacji Grand Prix – wyśmienita kopia Imperial IPA, tyle, że nieco słabsza. Zapach prawie identyczny, z dominującą nutą aromatycznych chmieli, nieco tylko słabszy w swej intensywności. Piwo nieco jaśniejsze, ale za to dużo mętniejsze od poprzednika i mocno zawiesiste. Prawie nie przepuszcza światła. Smak, podobnie jak zapach, bardzo podobny do Imperial IPA. Prawie nie wyczuwamy tu różnicy. Grand Prix określiliśmy dość zgodnie terminem młodszy brat Imperiala. Na minus na pewno wyróżnia się słaba estetyka butelki. Na plus piwo jest nieco łatwiejsze w odbiorze. Zgodnie uznajemy, że Grand Prix powinien się znaleźć tuż za swoim starszym bratem i tym sposobem dwa piwa uwarzone według receptury Czesława Dziełaka znajdują się na czele naszego rankingu.