Kategoria : Belgian Strong Ale

Mocne otwarcie trzeciego spotkania 3/3

Satan Red Satan Red, zupełnie przypadkiem. Butelkę tego piwa kupiliśmy zupełnie przypadkiem wybierając pozycje na trzecie spotkanie. Mała, ciemna butelka z diabelską etykietą oraz informacją, że to cudo pochodzi z Belgii, zadecydowała o zakupie. Piwo, po którym absolutnie nie wiedzieliśmy czego się spodziewać kompletnie nas zaskoczyło! Ciemna, bursztynowa barwa. Wyborny bukiet smakowy, z elementami owocowymi i korzennymi. Satan Red wart był swojej ceny! Iście szatańska moc – 8% – która zdecydowanie skłania do nabywania go w małych opakowaniach. To nietuzinkowe piwo być może nie jest kandydatem do picia na co dzień, jednak od czasu do czasu, dla dopieszczenia swoich kubków smakowych, warto sięgnąć po produkt browaru De Block.

Złota moc

Duvel Duvel, czyli Belgia tradycyjnie na wysokim poziomie. Zaraz po otworzeniu kolejnej butelki przywiezionej z Irlandii, poziom spotkania gwałtownie się podniósł. Sława tego piwa sprawiła, że zdecydowałem się poświęcić mu tak cenne miejsce w bagażu, które mogłoby zostać zajęte przez kolejny lokalny wyrób. Bardzo charakterystyczną cechą piwa Duvel jest bardzo jasna, złota barwa, zdradliwie kontrastująca z pozostałymi cechami piwa. Mało kto po tak wyglądającym piwie spodziewa się mocy 8,5%, która jest na dodatek idealnie zamaskowana w smaku. Obecność alkoholu możemy bowiem stwierdzić jedynie po reakcji organizmu, po wypiciu nawet niewielkiej ilości specjału z browaru Brouwerij Duvel Moortgat. W mocno owocowym smaku obecne są przede wszystkim cytrusy, sprawiające że piwo dzięki kwaskowości jest bardzo orzeźwiające. Nie mieliśmy niestety przyjemności picia Duvela z oryginalnego, firmowego pokala, zaprojektowanego tak, aby tworzyła się w nim gruba czapa piany utrzymująca się do ostatniego łyka, ale i w naszych szklankach nie zabrakło pięknej, białej piany. Pomaga w tym zdecydowanie wysokie nagazowanie, przyjemnie szczypiące w język. Duvel jest dwunastym belgijskim piwem na naszych spotkaniach i siódmym spośród nich, które stanęło na podium. Nawet te, którym się to nie udało, zazwyczaj stały dość wysoko w rankingu, nic więc dziwnego, że tak chętnie sięgamy po piwa z tego kraju.

Podwójne obywatelstwo

Komes Potrójny Złoty Komes Potrójny Złoty, czyli najlepsze polskie piwo belgijskie. Prób tworzenia piw na wzór piw belgijskich, z szczególnych uwzględnieniem piw trapistów, w naszym kraju nigdy nie brakowało. Trzeba przyznać, że jest o co powalczyć, gdyż ceny piw z tego kraju do najniższych niestety nie należą, a udanych, tańszych alternatyw do tej pory nie udało nam się znaleźć. To wszystko zmieniło się wraz z pojawieniem się na rynku piw Komes, z szczególnym uwzględnieniem piwa Komes Potrójny Złoty, będącego bohaterem tego opisu. Zacznijmy od ceny, która w tym wypadku ma dość istotne znaczenie. Komes w większości sklepów jest dostępny w cenie 4,99zł, co stanowi od jednej drugiej do jednej trzeciej przeciętnej ceny piw belgijskich, stojących na podobnym poziomie. Być może brak tak bogatego doświadczenia polskich browarników w tych stylach piwa jest odczuwalny, ale z pewnością o Komesie nie można powiedzieć złego słowa. Piwo podobnie do belgijskich piw klasztornych charakteryzuje się obfitą pianą oraz bogatym, owocowym zarówno zapachem jak i smakiem. Piana również nas nie zawiodła i utworzyła bardzo pokaźną i trwałą czapę w naszych kuflach. Zabójcza i zdradliwa moc 9%, zupełnie niewyczuwalna w smaku, połączona z wyśmienitym smakiem sprawia, że Komes Potrójny Złoty może sprawić nie lada niespodziankę, dlatego też polecamy zakup tego trunku w mniejszych ilościach i spożywanie go z rozwagą. Jest to jedno z najlepszych polskich piw, jakie dane nam było spróbować, które na stałe zagościło w naszych lodówkach. Tym samym, uprzedzając fakty, ogłoszę wszem i wobec, że oto na czternastym spotkaniu całe podium zostało zajęte przez polskie produkty. Co więcej, spośród trzech kolejnych lokat dwie również należą do polskich browarników. To był zdecydowanie udany wieczór…

Kwak na koniec

Kwak Pauwel Kwak, czyli kończymy wieczór. Na sam koniec zostawiliśmy sobie piwo Kwak z Brouwerij Bosteels. Po próbowanym chwile wcześniej Tripel Karmeliet z tego samego browaru, mamy bardzo wysokie oczekiwania wobec Kwaka. Niestety w chwili obecnej nie dysponujemy charakterystycznym firmowym szkłem do tego piwa, więc będziemy się musieli zadowolić naszym standardowym zestawem degustacyjnym. Wydaje nam się jednak, że szklanka do Kwaka jest równie ciekawa, co niepraktyczna. Tym którzy nie znają tego charakterystycznego szkła polecamy poszukać zdjęć w internecie, bo jest to naprawdę unikalna rzecz.  Czytaj dalej

Najmocniejsze na koniec

Kasteelbier Donker Kasteelbier Donker, czyli kończymy ten wieczór. Kasteelbier naczekał się trochę na swoją kolej. Mieliśmy go już w lodówce przed spotkaniem numer osiemnaście, ale wtedy zabrakło nam już sił na kolejne piwo z Belgii i musiało ono poczekać jeszcze kilka miesięcy, żeby się w końcu załapać na degustację. Zaszkodzić mu raczej nie powinno, bo sam producent daje na to piwo przynajmniej pięć lat gwarancji – na etykiecie widnieje data 06/2019, a piwo zakupione zostało przez Pawła i przywiezione do Polski w lecie 2014. Na uwagę zasługuje na pewno moc tego piwa, mieliśmy już okazję skosztować kilku piw o zawartości piw 10-10.5% alkoholu, ale to ma aż 11% co czyni je najmocniejszym piwem jakiego próbujemy w ramach naszych spotkań. Czytaj dalej

Belgia na koniec

Leffe Royale Leffe Royale, czyli belgijski finisz. Na sam koniec zostały nam dwa piwa z Belgii. Jak pierwszego kosztujemy Leffe Royale. Duża butelka 0,75 litra, 7,5% alkoholu, ciekawe czy damy radę. Już samo opakowanie przyciąga wzrok, nie tylko rozmiarem, ale także pięknym czarno-złotym ornamentem. Jak na piwo z dużego browaru wygląda to naprawdę dobrze. Piana bardzo obfita, opada bardzo powoli. Piwo całkowicie klarowne o głębokiej barwie ciemnego złota. Aromat umiarkowanie intensywny, ale zdecydowanie zauważalny. Wyczuć można tutaj i słód i trochę chmielu i aromaty pochodzące od belgijskich drożdży, ale wszystko na bardzo stonowanym poziomie. W smaku jest podobnie, nic nie wybija się tutaj na pierwszy plan, piwo bardzo zbalansowane. Trochę słodu, trochę karmelu. Alkohol prawie nie wyczuwalny. Czytaj dalej

Bernard Bohemian Ale

DSC_0649 Bernard Bohemian Ale. Ale po czesku. Tym razem będzie ciekawostka. Piwo z znanego czeskiego browaru Bernard. Piwa z tego browaru rzucają się w oczy na sklepowej półce z powodu opakowania. Cześć z nich pakowana jest w gustowne butelki z patentowym zamknięciem. Tym razem butelka z kapslem, ale też jak na czeskie piwo mało typowa. Zdobiona butelka 0,33 litra podobna nieco do Steine. Do tego nietuzinkowy kapsel z naniesioną fakturą. Etykieta dość tradycyjna, za tu z rzucającym się w oczy napisem Craft Beer. Poza opakowaniem, nietypowa jest też zawartość. Nie jest to lager, a ale. W dodatku mocne – 8,2% alkoholu. Powinno się nam tutaj szykować coś w stylu belgijskich Strong Ale, ale zobaczymy. Czytaj dalej