Drugie IPA z Szwajcarii

Unser Bier Aypiey Unser Bier Aypiey, czyli kończymy przygodę z Szwajcarią. Sporo tego było, ale w końcu przyszedł ten moment, że otwieramy ostatnią butelkę z szwajcarskiej skrzynki od Aliny i Antka. Zakończenie jest nie byle jakie, bo to nasze ulubione IPA. Po tym jak pozytywnie zaskoczyło nas IPA z Doppelleu, nasze oczekiwania są niemałe. Na początek trzy słowa na temat nazwy. Chwilkę nam zajęło, żeby zorientować się, że aypiey, to takie nasze ajpiej, czyli fonetyczny zapis angielskiego IPA. Teraz się to wydaje oczywiste, ale na pierwszy rzut oka to aypiey nam jakoś do niemieckiego nie pasowało. Etykieta taka sama, jak w przypadku poprzednio próbowanych piw z Unser Bier, tym razem z szaro-zielonym tłem. Przyjedźmy jednak do samego piwa. Pierwsze wrażenie – jest solidna piana. Drugie – wysokie zmętnienie i sporo drożdżowego osadu na dnie. Trzecie – intensywny aromat, z dominującą nutą cytrusową. W smaku balans między wytrawnością, a słodyczą. Piwo jest pełne, jest tutaj trochę słodyczy, ale nie jest mulące. Pije się bardzo lekko. Słodycz kontrowana jest sporą dawką goryczy. A z każdym kolejnym łykiem piwo smakuje coraz lepiej. O ile w smaku z czasem jest lepiej, to aromat traci na intensywności, choć to pewnie subiektywne odczucie i nasze nosy po prostu przyzwyczajają się do tego zapachu. Mamy tutaj bardzo bogate w smaku i aromacie piwo, przesunięte delikatnie w stronę słodyczy, z solidną goryczką. Nic dodać, nic ująć tylko amerykańskie IPA. Prosto z Szwajcarii. Aypiey godnie zakończyło naszą szwajcarską przygodę na spotkaniu numer dwadzieścia. Na trzy piwa przed końcem degustacji plasuje się na pierwszym miejscu, spychając z niego Doppelleu.

One comment

  1. Pingback: To już naprawdę koniec - Jasne czy ciemne?

Dodaj komentarz

Możesz użyć HTML:
<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>